Strona główna
Logowanie Logowanie

Recenzja BioShock 2. Rapture z perspektywy hełmu Big Daddy'ego

Marcin Kosman 09.02.2010 00:29 Recenzje PC PlayStation 3 Xbox 360

Kontynuacje zawsze mają pod górkę. Podli recenzenci doczepią się do wszystkiego i wytkną każdy zgrany, powtarzalny element. W przypadku BioShocka 2 będzie im jednak bardzo trudno...

Pełne zanurzenie. Nie jakieś tam nurkowanie z rurką. Trzeba dać nura i pójść na dno - wtedy dopiero można mówić o zanurzeniu. No więc zanurzyłem się. W Rapture. A teraz wreszcie zaczerpnąłem świeżego powietrza i mogę Wam opowiedzieć o tym, co widziałem.

 

10 lat minęło od naszej ostatniej wizyty w podwodnym mieście założonym przez Andrew Ryana. Zmieniło się sporo. Stary ład przestał istnieć, o Wielkim Łańcuchu ekonomii nikt już nie pamięta. Władzę przejęła Sofia Lamb i w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie stawia na indywidualizm, lecz kolektywizm. Tylko razem można stawić czoła problemowi, jednostka nie ma szans. Komunistyczny, a przy tym feministyczny wydźwięk Rapture sprawia, że miasto jest mimo wszystko inne niż wcześniej. Zwłaszcza że odwiedzamy rejony, w których przy pierwszej wizycie nie stanęła nasza stopa. Dobrze, że twórcy nie poszli na łatwiznę.

 

Wiercenie, nitowanie, nakłuwanie

 

Nasza stopa zamieniła się w potężne bucisko, zasuwamy bowiem w skafandrze głębinowym. Tak, jesteśmy Big Daddym - i to na cały etat. W związku z tym zmieniło się wiele. Jesteśmy trochę wolniejsi, wizjer ogranicza nam widzenie na krawędziach, ale przede wszystkim mamy do dyspozycji potężny oręż. Napędzane paliwem wiertło elegancko opróżnia przeciwników ze zbędnych flaków, świetnie sprawdza się też przy atakach z bara. Nitownica (fantastycznie zresztą animowana) sadzi pociskami aż miło i spisuje się doskonale zwłaszcza z tego względu, że nie odrzuca, a przy dokładnym celowaniu pozwala rozdawać headshoty na lewo i prawo. W parze z tonikiem sprawiającym, że przeciwnicy zapalają się od nitów, współgra bardzo dobrze.

 

Zasadniczo jednak w drugą część gra się bardzo podobnie do pierwszej. Budzimy się po długiej... hm, śmierci w opinii Sofii Lamb, która naszego Deltę zabiła, a po długim "stanie śpiączki" według faktów, bo Delta budzi się. I jak to Big Daddy – rozpoczyna poszukiwania swojej Little Sister. Dziewczynka przed "przydzieleniem" do Delty była córką pani Lamb, trudno więc się dziwić, że szefowa nie pała sympatią do naszego bohatera. Gra w dużej mierze to pogoń za aktualną przywódczynią Rapture. Po drodze poznamy wiele charakterystycznych indywiduów, nie zabraknie także konkretnych tąpnięć fabularnych. Kto grał w "jedynkę", ten wie co potrafią twórcy.

 

Subject Delta, bo tak brzmi pełny kryptonim prototypu Big Daddy'ego, posługuje się bronią i plazmidami jednocześnie. Plazmidy to coś w rodzaju "zaklęć". Są przeróżne - od rażenia wroga prądem, przez zamrażanie, po bardziej wysublimowane, typu hipnoza. W pierwszej części świetnie sprawdzało się combo prąd plus klucz francuski, tu elektryka świetnie działa w zestawieniu z ciosem kolbą dowolnej broni. Z innych zabawek koniecznie trzeba wspomnieć o harpunie. Nie dość, że jedną "dzidą" można załatwić splicera, przybijając go do ściany, to jeszcze potem można amunicję zebrać z powrotem. A wybuchowa wersja tego gadżetu potrafi wysadzić w powietrze sporą grupkę.

 

Wielki Tatuś

 

Big Daddy - status zobowiązuje. Dlatego w BioShock 2 nasza interakcja z Siostrzyczkami nie sprowadza się wyłącznie do ich ratowania albo harvestowania. Po tym, jak rozprawimy się z "kolegą po fachu", możemy Little Sister zaadoptować, by później krążyć z nią po Rapture i szukać ciał, z którym dziewczynka pobierze ADAM-a (czyli substancję pozwalającą pozyskać nowe moce). Gdy to robi, na ekranie pojawia się pasek procesu. Musimy chronić małą za wszelką cenę, a wiedzcie, że w tych momentach splicery atakują jak głupie, próbując ją dorwać (a i bohatera również) za wszelką cenę. Na szczęście repertuar pułapek jest spory. Są miny, "zasadzkowe" wersje nitownicy i harpuna, miniaturowe działka, nie należy też zapominać o wykorzystaniu otoczenia. Sadzawka potraktowana prądem czy plama olejem podsmażona fireballem zrobią krzywdę znajdującym się w pobliżu przeciwnikom. Warto też użyć w takich momentach sabotażu - potraktowany stosownym plazmidem wróg stanie się naszym sojusznikiem. No i nieźle sprawdza się taktyka "na ściemę" - wywołanie alarmu (np. podchodząc pod kamerę), a następnie szybkie wyłączenie go i zhakowanie goniących nas latających działek. Możliwość ich naprawy daje nam dwóch wartościowych przybocznych.

 

Gdy Little Sister zbierze ADAM-a z dwóch nieszczęśników, odstawiamy ją do dziury w ścianie lub harvestujemy. Podobnie jak w pierwszej części możemy być dobrzy albo źli. Nauczony doświadczeniem postanowiłem być krystalicznym, praworządnym Big Daddym, dlatego grzecznie odprowadzałem każdą Little Sister. ADAM-a mi jakoś szczególnie nie brakowało, zwłaszcza że można go teraz zdobyć w pierwotnej formie - wodnych zwierząt, które znajdujemy w trakcie spacerów na dnie oceanu. Tak jest, wychodzimy poza tunele Rapture i pławimy się w odmętach Atlantyku, choć niewiele - poza chodzeniem - możemy tam zrobić. Widać jednak, że autorzy postanowili pobawić się konwencją – na przykład ucieczka z zalewanych korytarzy jest świetnie zrealizowana i faktycznie można poczuć się bezbronnym wobec mocy wody.

 

Jednym z niewielu zarzutów wysuwanych wobec pierwszego BioShocka były nudne i powtarzalne mini-gry. Faktycznie, ustawianie po raz wtóry elementów rury, by stworzyć nieprzerwany ciąg szybko się nudziło, a nie było zmiłuj - hakowanie maszyn i mechanizmów było nieodzownym elementem rozgrywki. Teraz również go nie zabrakło, ale odbywa się inaczej, poprzez zatrzymywanie poruszającej się wskazówki na zielonym lub niebieskim polu (w tym drugim przypadku otrzymujemy dodatkowo bonusy). Jeśli się nie uda, czeka nas uszczknięcie ździebka energii, jeśli zaś zatrzymamy wskazówkę na czerwonym polu, włączy się alarm. By jeszcze bardziej obłaskawić gracza, developer wrzucił narzędzie do hakowania na odległość - możemy strzelić zeń w kamerę stojąc w bezpiecznym miejscu. Bardzo to wygodne.

 

Przy okazji pierwowzoru narzekano też na researche na przeciwnikach, dokonywane za pomocą aparatu fotograficznego. W dwójce mamy już nie aparat, lecz kamerę - wszak minęło 10 lat i technologia poszła do przodu. Jak to działa? Spotykamy przeciwnika, odpalamy kamerę, po czym próbujemy pozbyć się drania w możliwie najbardziej wymyślny sposób. Zdobywamy w ten sposób punkty i ocenę, które potem przekładają się na stopień poznania danego typu wroga. Każdy z nich ma 4 poziomy researchu, za każdy zdobywamy przydatną rzecz - zwiększa się liczba obrażeń, jakie możemy mu zadać, poruszamy się szybciej, otrzymujemy dłuższy pasek zdrowia itd. A dogłębne poznanie przeciwnika owocuje tonikiem.

 

Wielka Siostra

 

Z powyższego opisu rozgrywki może wynikać, że w Rapture gracz czuje się jak w domu i doskonale wie, jak sobie radzić w konkretnej sytuacji. I faktycznie tak właśnie jest. Z jednym wyjątkiem. Elementem, na który weterani pierwowzoru nie są gotowi, są Big Sisters. To niejako Mała Siostrzyczka (posiada umiejętność destylowana ADAM-a ze zwłok) zamknięta w zbroi a la Big Daddy, wyposażona dodatkowo w zasób środków perswazji, które Tatuśka biją na głowę. Bestia jest diabelsko zwinna i ruchliwa, trudno ją trafić, na dodatek atakuje z rozpędu i czyni użytek z kilku plazmidów. Starcia z nią są diabelsko ciężkie.

 

Big Sister pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy uporamy się z Little Sisters w danej miejscówce. Dostajemy sygnał, że dziewucha nas poszukuje - powinniśmy wykorzystać ostatnie chwile na zamontowanie pułapek i przygotowanie się do boju. Po paru spotkaniach z tą wywłoką poczułem wręcz sympatię do Big Daddych - powolnych, często bezradnych w starciu z graczem olbrzymów, których celem jest po prostu ochrona małych podopiecznych. Big Sister zaś to zło wcielone, w dodatku potwornie chłonne na śrut - bywało, że starcia z nią kończyłem mając na wyposażeniu ostatnie pociski.

 

Designerski zachwyt

 

BioShock uderzał niesamowitym smakiem architektonicznym, ale nie tylko. Jego siłą było to, że każde kolejne pomieszczenie miało swój styl i było stylistycznie dopieszczone. Ta wyrafinowana, coraz rzadziej spotykana troska o wrażenia graczy została należycie doceniona przez media i fanów, nie dziwi więc fakt, że podobnie jest w dwójce. Gra często każe zwolnić, każąc szukać amunicji, apteczek czy innych fantów, co stanowi świetną okazję, by przyjrzeć się kunsztowi twórców.

 

Ryan Amusements to propaganda skierowana do dzieci. Park rozrywki poświęcony Ryanowi ma od małego indoktrynować mieszkańców Rapture, przypominając kto jest ojcem miasta i dlaczego lepiej jest tutaj niż na powierzchni. Pauper's Drop był niegdyś siedzibą robotników pracujących nad Atlantic Express (kolejką łączącą rejony miasta), ale po zakończeniu budowy okazało się, że nie mogą oni sobie pozwolić, by mieszkać gdzieś indziej. Zostali więc, jako opozycja do bogatej Siren Alley. Nie będę zdradzał, jakie inne miejsca czekają na eksplorację. Jest co podziwiać, choć drugą część pod względem innowacyjnych pomysłów stawiam niżej od pierwowzoru.

 

Splicerzy, czyli nasze mięso armatnie, doczekali się nowych pobratymców. Wracają starzy znajomi, czyli m.in. spider (pełzający po sufitach) i houdini (teleportujący się), pojawił się też nowy, wyjątkowo twardy zawodnik - brute splicer, będący w zasadzie miniaturką Big Daddy'ego. Przy czym słowo "miniaturka" nie znaczy, że można go szybko zdmuchnąć, co to to nie. Przeciwnicy są sprytni, próbują atakować w grupach i zajść od tyłu, choć bywają roztrzepani, dając się załatwić w prosty sposób. Nie brakuje niespodzianek, choćby delikwentów udających trupy czy figur woskowych, które wcale figurami woskowymi nie są... Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo Rapture lubi zaskakiwać. Nadal świetnie sprawdza się napuszczanie splicerów na Big Daddych - obserwowanie, jak Tatusiek zgniata na miazgę cherlawych ćpunów jest przyjemne.

 

Powrót do przeszłości, czyli wojna o Rapture

 

BioShock 2 ma tryb multiplayer, który nie jest bynajmniej dorzucony na siłę. Wprost przeciwnie, wbrew konwenansom wkomponowano w niego fabułę, osadzoną w trakcie wydarzeń poprzedzających pierwszą odsłonę gry. Do wyboru mamy 6 różnych postaci, najzwyczajniejszych mieszkańców Rapture: biznesmena, gospodynię domową czy pilota. Przed deathmatchami poruszamy się po swoim pokoju, wybierając broń, plazmidy i definiując wygląd, co dodatkowo potęguje fabularną otoczkę multi. Trybów jest 5, dwa z nich są dodatkowo dostępne w dwóch wariantach (indywidualnym i drużynowym). Poza naparzanką każdy na każdego i wariacjami na temat Capture the Flag (gdzie flagą jest Little Sister), mamy też Last Splicer Standing (mecz bez respawnów), ADAM Grab (kto dłużej "utrzyma" Little Sister) oraz Turf War, w którym należy utrzymać wyznaczone punkty.

 

Komuś mało Big Daddy'ego? W trybie Capture the Sister, czyli rzeczonej mutacji CtF, jego skafander pojawia się w losowym miejscu mapy. Kto go znajdzie, staje się postrachem Rapture (choć nie może używać plazmidów), a gdy padnie - strój znów respawnuje się gdzieś w okolicy. Nie mieliśmy jeszcze okazji sprawdzić multi po starcie ogólnodostępnych serwerów, ale jak tylko to zrobimy, spodziewajcie się konkretnego raportu.

 

Wzorowy sequel

 

Bałem się, że powrót do Rapture będzie wtórny. Nawet wbrew woli twórców. Przecież siłą jedynki była zupełnie nowa lokacja, która z miejsca przebiła środowiska dotąd widziane i eksplorowane w grach. I choć elementu zaskoczenia faktycznie nie ma, to 2K Games stworzyło sequel możliwie najlepszy. Ładniejszy (zabawa efektami, świetnie wyglądająca woda), bardziej dopracowany, a do tego wyposażony w tryb multi, który zawsze przedłuża zabawę. Owszem, moc bijąca z pierwowzoru jest tu rozrzedzona. Momentami może się też wydawać, że autorzy zbyt ochoczo jadą na sprawdzonych patentach, jakby bojąc się zaryzykować z czymś nowym. Ale taka już dola kontynuacji.

 

I choć wyjdę na schizofrenika, bo przed chwilą napisałem, że zaskoczenia brakuje, to mimo wszystko jestem zaskoczony - że BioShock 2, będący w końcu sequelem, jest aż tak fantastyczny.

 

BioShock 2:

OCENA: 9,5

Plusy:
+ design i niepowtarzalny klimat Rapture
+ mnóstwo broni, plazmidów, pułapek
+ scenariusz i spotykane indywidua

Minusy:
- mimo wszystko niewiele zmian względem pierwszej części


Przeczytaj więcej o:
2K Games BioShock Bioshock 2

Dodaj:
Oceń ten artykuł  
09/02/2010 00:27
0 głosów

heh z tym "niewiele zmian" to chyba lekka przesada (wszak to że możemy chodzić big daddym to już ogromny krok naprzód)



09/02/2010 01:57
0 głosów

"Niepowtarzalny klimat Rapture"- tu sie nie zgodze to 2 czesc.:)



09/02/2010 02:27
0 głosów

Recka jest super! Przyczepie się natomiast do tytułu, mianowicie sugeruje on, jakbyśmy mieli sterować hełmem tatuśka a nie nim samym. Szczegół, a piecze mnie po oczach. Już tak mam, zdarza się najlepszym :P



09/02/2010 10:08
0 głosów

Gdzie ta paczka ^^ !?!? Ja chce juz w to zagrac ...



09/02/2010 10:42
0 głosów

się podniecacie jakby było czym.. jedynka nie była taka rewelacyjna jak ją malujecie, do system shocka 2 nie dorastała do pięt, była spłycona i uproszczona. Dwójka nie daje praktycznie niczego nowego. Poza postacią daddy'ego to praktycznie ta sama gra.



09/02/2010 15:13
0 głosów

no tak wmawiaj sobie, powtórz tysiąc razy a stanie się prawdą na bank, mało nowości?? Chodzi się big daddy'm ! Kogo nie zajarała jedynka nie zajara i dwójka proste, mnie fabuła urzekła nie ma niczego podobnego nigdzie , rewelacyjna gra.

Możecie powiedzieć coś o graficznej stronie na PC? Jak wygląda lepiej gorzej czy tak samo?



09/02/2010 19:18
0 głosów

W ciemno strzelam, że jest lepiej, wszak grać można w wyższych rozdzielczościach i antyaliasingiem, który w wielu grach na konsole nie wchodzi w grę.



09/02/2010 20:23
0 głosów

No, faktycznie, gramy daddym. mamy wiertło. poza tym robimy praktycznie to samo co w jedynce. takie rzeczy to kiedyś były w dodatkach a nie w sequelach.



09/02/2010 10:54
0 głosów

multiplayer jakoś mi się nie podoba w tej grze



09/02/2010 11:57
0 głosów

Cudna recka, czyta się porostu świetnie. Koso jak zwykle w dobrej formie.



10/02/2010 20:19
0 głosów

omg... dobrze ze nie kupilem [zobaczylem dzis u znajomego] -.- ta gra jest poprostu gownem. Nudna Monotonna nie wciaga wcale, no i na dodatek grafika koszmarna. UE 2.5? no prosze...



12/02/2010 00:49
0 głosów

próbuj dalej trolu.



11/02/2010 18:09
0 głosów

Urkeith, ic z tond i pograj w tibie.



16/02/2010 00:44
0 głosów

Mi się save'y skasowały jak się zarejestrowałem na Games for Windows a bylem już w Fontaine Futristics damn :/ a gra pirat bo zabezpieczenia mnie odpchnęły od kupienia znaczy save'y są na tam gdzie trzeba ale w grze ich niema :) A cholera gra mnie wciągnęla , a nawet jakbym kupił oryginał to stare save'y będą działać ? Pytam się tak bo szkoda zaczynać mi od początku , jeżeli oczywiście kogokolwiek to obchodzi



16/02/2010 20:04
0 głosów

NAPISZCIE COŚ O GRAFICE NA PC.JA GRAM NA X360 I NIE WYGLĄDA TO ZA DOBRZE.PIERWSZY PLAN JEST OK, ALE TYLU ROZMYTYCH TEKSTUR JUŻ DAWNO NIE WIDZIAŁEM.DLA PORÓWNANIA WRZUCIŁEM DO NAPĘDU JEDYNKĘ.WYGLĄDA KILKA RAZY LEPIEJ.NIBY TO TEN SAM UNREAL ENGINE A RÓŻNICE WIDAĆ GOŁYM OKIEM.ŁAJ???



17/02/2010 23:15
0 głosów

Mi w Bioshocku pierwszym podobały się dźwięki otoczenia każda lokacja miała specyficzne dźwięki w 2 części za bardzo nie znalazłem takich miejsc po za jakimś ,,demonicznym" śmiechem w Siren Alley , ale w Bioshocku 1 najbardziej taki dźwięk mi zapadł w pamięć gdzieś tam gdzie Dr.Suchong zginął .Dobra bardzo dobra gra 1 i 2 część i jeszcze 3 też będzie tylko wywalcie te dziadostwo Games for Windows i te zabezpieczenia , nie chciałbym by dobre gry jak The Chronicles of RIDDICK - Assault on Dark Athena zabijały takie gówna parszywe.



06/03/2010 02:36
0 głosów

Mam wrażenie, że Koso wpadł z impetem w świat Rapture, zrobił ostry przesiew wśród przeciwników i równie szybko wypadł, wystawiając bliską maksimum ocenę. Ja miałem spory niedosyt odwiedzając drugi raz to miejsce. Zwłaszcza,że wściubiałem nos w każdy możliwy kąt i nie żałowałem na to czasu. Klimat i wykonanie to poezja, ale pomysłów na zmianę w samym gameplayu nie było, co odbijało mi się pod koniec gry czkawką. Twórcy poszli najłatwiejszą ścieżką z możliwych, ograniczając ingerencję w oryginał do minimum. Poszerzenie puli plazmidów, dodanie 2-3 typów oponentów i uproszczenie hakowania, to z grubsza wszystko na co się odważyli. Słabo jak na team odpowiedzialny za (definitywnie subiektywny osąd) najlepszą grę tej generacji konsol. BioShock 2, to gra świetna, ale zbyt często ocierająca się o doskonały DLC.