Gra zaczyna się z przytupem. Normandia jest atakowana przez nieznany statek. Pilot, Joker, robi co może, ale nie udaje mu się uratować maszyny. Znaczna część załogi ginie, garstce szczęśliwców udaje się uciec. Niestety, nie ma wśród nich Sheparda. Główny bohater pierwszej części gry umiera, zanim akcja zdąży się rozkręcić.
To znaczy, że gramy kimś innym? Nie. Wyrzucone w przestrzeń kosmiczną ciało Sheparda zostaje odzyskane przez tajemniczą organizację, która wydaje fortunę, aby złożyć go do kupy. Zajmuje im to aż dwa lata. Jaki jest tego efekt? Taki, że postać można stworzyć sobie od zera. Rekonstrukcja Sheparda to fabularne usprawiedliwienie możliwości zmiany jego wyglądu, klasy, a nawet płci.
Gdy jedyna nadzieja ludzkości z powrotem jest w jednym kawałku, zaczynamy zabawę i zadawanie pytań. Uzyskane odpowiedzi wyjaśniają obecną sytuację Sheparda. Został/a on/a uratowany/a przez organizację Cerberus, która zrobi wszystko, oby chronić interesy ludzi w galaktyce. Przyświeca im zasada, że cel uświęca środki, więc nie cofają się nawet przed atakami terrorystycznymi.
Wydarzenia z pierwszej części sprawiły, że Shepard stał/a się ikoną ludzkości. Utrata takiego symbolu byłaby bolesna. To jeden powód, dla którego Cerberus inwestuje majątek w rekonstrukcję naszej postaci. Drugim jest oczywiście ratowanie galaktyki.
Ludzkie kolonie są atakowane przez nieznanego przeciwnika – wróg uderza z zaskoczenia, porywając wszystkich mieszkańców danej bazy, a zanim zdąży pojawić się tam ktoś z zewnątrz, na miejscu nie już ma żywej duszy. Naszym zadaniem jest rozgryzienie, kto tak naprawdę zagraża ludziom, a później pozbycie się niebezpieczeństwa. Aby umożliwić nam spełnienie tego zadania, Cerberus zaczyna finansować nasze poczynania oraz oddaje pod nasze dowództwo całkowicie nową Normandię razem z załogą.
Schemat głównego wątku fabularnego jest prosty jak budowa cepa. W dużym skrócie, dostajemy listę osób do zwerbowania, a gdy mamy komplet, wyruszamy uderzyć głównego wroga tam, gdzie go najbardziej zaboli. Można kręcić nosem, że to dość płytkie, ale tylko do chwili, gdy się nie zagra.
Dlaczego? Bo temu, by tworzenie drużyny było interesujące, poświęcono naprawdę wiele uwagi. Postacie, które możemy wcielić do drużyny są barwne i ciekawe, a rozmowy z nimi na pokładzie Normandii zdradzają o nich wiele dodatkowych informacji. Gdy płatny morderca, który bez mrugnięcia gadzim okiem wyeliminował setki osób, będący sam z siebie ciekawą postacią, nagle zaczyna opowiadać, że martwi się o swojego syna, trudno się nie zatrzymać i go nie wysłuchać.
Wszystkie postacie są dobrze zrobione, wszystkie z wyjątkiem Jacoba, który ni w ząb nie potrafi zdobyć mojej sympatii. Osobistym faworytem jest dla mnie Thane, morderca, o którym już wspominałem. Jego głos, wygląd, osobowość, kwestie, spojrzenie na świat – wszystko zostało świetnie zaprojektowane i nieźle spięte w całość.
System dialogów nie zmienił się zbytnio. Nadal wybierając dalszy ciąg rozmowy nie widzimy całych kwestii, a jedynie dwa-trzy słowa opisu, zdradzające postawę jaką przyjmujemy. To nadaje tempa dyskusjom, praktycznie w całości eliminując przerwy pomiędzy kolejnymi wymianami kwestii.
W dwójce dodano możliwość działania podczas rozmów, np. gdy podczas kłótni ktoś stojący blisko wyciąga broń, mamy chwilę, aby wcisnąć klawisz i wytrącić mu ją. Może działać to też w drugą stronę – gdy rozmawiamy z kimś konającym, w odpowiednim momencie możemy podać mu lek, który przedłuży mu życie. Zastosowanie takiej akcji zmienia zwykle bieg rozmowy. Każda taka czynność jest przypisana do „półmoralnego” systemu paragon-renegat, który odzwierciedla charakter naszej postaci. Nie ma on aż tak wielkiego wpływu na grę, jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka, ale warto konsekwentnie być miłym albo bucem, bo wysoki wskaźnik w którejś z kategorii otwiera nowe linie dialogowe, dzięki którym możemy na przykład przekonać kogoś do zmiany jego zachowania.
Głosy postaci w angielskiej wersji miażdżą, ale nic dziwnego, skoro
BioWare wykosztowało się na
taką obsadę. Kwestie wygłaszane są naturalnie, choć niektóre dialogi trochę zbyt mocno nasączono patosem. Królem tego poletka jest stanowczo Illusive Man, który nałogowo używa tak zwanych „one linerów”. Polskiej wersji nie ocenię, bo nie miałem z nią styczności.

Opinie o tym, że
Mass Effect 2 jest świetną strzelaniną, radzę wsadzić między bajki – nie jest. Na szczęście wymiany ognia jako element całości się sprawdzają. Tak jak w pierwszej części można chować się za osłonami, choć strasznie irytuje mnie fakt, że aby przeskoczyć przez przeszkodę albo wdrapać się wyżej, trzeba się najpierw za nią ukryć. Łapiecie o co mi chodzi? Przede mną jest murek tarasujący drogę, a za nim słup, będący znacznie lepszym punktem strzeleckim. Nie da się po prostu szybko przeskoczyć nad niską ścianką, trzeba najpierw się za nią skulić, co dopiero daje mi możliwość przejścia na drugą stronę, a wszystko z racji, że za obie czynności odpowiada jeden klawisz. Słabo.
Broń nie ma statystyk. W grze, która chce być klasyfikowana jako RPG. No dajcie spokój, ja rozumiem, kompromis między grą akcji i fabularną, ale bez przesady, są jakieś granice, których nie powinno się przekraczać. Zakładam, że broń znajdowana w dalszej części gry jest lepsza, niż ta z początku, ale tak naprawdę nie mam na to żadnych dowodów – równie dobrze mogą różnić się tylko wyglądem.
Dodanie kończącej się amunicji zaznaczam na plus – teraz trzeba kombinować, zmieniać rodzaje broni, planować przebieg starcia. Pociski, a raczej chłodziwo do broni, pozyskujemy z pokonanych przeciwników. Nie zostawiają niczego innego. Myszkujących po lokacjach twórcy nagradzają schematami broni i ulepszeń – te ostatnie można potem na nowo wynaleźć w naszym osobistym laboratorium na Normandii.
Skąd wziąć na to surowce? Z mijanych co rusz planet rzecz jasna! Galaktyka jest obszerna, a do każdej planety można podlecieć celem wydobycia surowców. Aby to zrobić, udajemy się na jej orbitę i uruchamiamy skanery mozolnie przeczesując powierzchnię globu. Gdy coś wykryjemy, wysyłamy tam sondę, która zapewnia zastrzyk kosmicznej gotówki. I tak kilkadziesiąt razy, jeżeli mamy aspiracje do mocnego ulepszenia statku, broni i ekwipunku naszych postaci. Czasem można w ten sposób odnaleźć np. bazę najemników – szturm na nią to zadanie poboczne.
Badanie planet to jedna z trzech nudnych minigier, pozostałe dwie to hakowanie/łamanie zabezpieczeń i deszyfrowanie. Pierwsza polega na połączeniu w pary ośmiu punktów. Gdy najedziemy na którąś kursorem, pokazuje się jej symbol, teraz tylko trzeba odnaleźć drugi taki sam i je ze sobą połączyć. Ostatnia minigra wymaga odnalezienia trzech konkretnych fragmentów kodu komputerowego, po kolei, w gąszczu innych jego kawałków. Wszystkie minigry na początku bawią, ale dość szybko zaczynają nudzić, co boli w grze obliczonej na kilkadziesiąt godzin.
Pod względem technicznym Mass Effect 2 jest całkiem niezły. Grafika jest ładna, a projekty ras po prostu powalają – spójrzcie na screeny. Zaskakujący jest fakt, jak wszystkie są naturalnie animowane. Sprawę uporczywych „wind” z pierwszej części wyeliminowano standardowymi ekranami ładowania. Są kolorowe i ładne, zrobione ze smakiem, nieźle wpisują się w kosmiczny klimat, wyglądają jak wyniki telemetrii Normandii itp.
W ME 2 można zaimportować stany gry z pierwszej części serii, co wpływa na niektóre wydarzenia. Jeżeli tego nie zrobimy, gra podejmuje decyzje za nas stawiając przed faktem dokonanym. Zabiliśmy tego, ten przeżył, a ktoś tam ma nam za złe, że zachowaliśmy się tak, a nie inaczej w określonej sytuacji. W rozmowach wiele postaci odnosi się do wydarzeń z części pierwszej – warto ją znać, choć nie jest to konieczne. Dwójka jest mocno zakorzenioną w jedynce, ale jednak oddzielną całością.
Mass Effect 2 ma kilka drobnych wad tu i tam, ale zdecydowanie jest to przygoda, którą warto przeżyć. Wartka akcja przyciąga do ekranu, a ciekawe zadania nie pozwolą się Wam nudzić... do chwili, gdy natraficie na zbyt wiele minigier jednocześnie. Polecam.
9/10
+
Niezła fabuła
Fenomenalne postacie
Oprawa graficzna
Dialogi i głosy postaci
-
Nudne minigry
____________________________________________________________________________
Druga opinia – Koso:
Nie zgadzam się z Krzyśkiem w temacie strzelania. System jest całkiem niezły, zresztą w zalewie FPS-ów miło dla odmiany pograć w tytuł, w którym widzimy bohatera na ekranie. Uproszczenia po części cieszą (mniej zabawy z ekwipunkiem i zamiany niepotrzebnych sprzętów w żel), po części smucą (bo np. w temacie atrybutów broni poszły za daleko). Nie podoba mi się też fakt, że doświadczenie wpada nam dopiero po pomyślnym wykonaniu misji. Ale już scenariusz, postacie, dialogi, klimat... Mass Effect 2 jest gęsty. Brudniejszy, mroczniejszy od jedynki. A dzięki dopracowanemu systemowi osłon, naprawionemu doczytywaniu tekstur i lepszemu zarządzaniu drużyną – lepszy od pierwowzoru. Kandydat do gry roku!
Moja ocena: 9,5 / 10
____________________________________________________________________________
"Nie. Wyrzucone w przestrzeń kosmiczną ciało Sheparda zostaje odzyskane przez tajemniczą organizację, która wydaje fortunę, aby złożyć do go kupy." złożyć go do kupy ;]
dalej czytam recke...
"Badanie planet to jedna z trzech nudnych minigier, pozostałe dwie do hakowanie/łamanie zabezpieczeń i deszyfrowanie." "to" a nie "do" :D
Recenzja ciekawa :]
Ech, sorry, tak to jest, gdy publikuje się tekst od razu po napisaniu – swoje literówki bardzo ciężko zauważyć. Koso też je przeoczył, mam nadzieję, że nie macie nam tego za złe ;)
Skanowanie planet to chyba jedyny gigantyczny minus gry bo to naprawdę jest nudne =.=
Podoba mi się zdobywanie lojalności " ekipy "
No i spolszczenie momentami daje dupy.
Spolszczenie jest beznadziejne. A co do recki to porządna i ciekawa... :D
UWAGA UWAGA.
Mam tutaj linka dla wszystkich którzy jak ja nie mieli stanów gry z jedynki a chcieli by pograć jak należy :)
http://www.annakie.com/me/home.htm
Cała lista Shepardów.
I teraz pozostaje pytanie: pozostać wiernym miłości z ME1 czy może jednak zainteresować się kimś innym? Nie wiadomo co będzie ciekwsze w ME3.
Sprostowanie:
1. Większość się ratuje, a tylko garstka ginie (wg tego co mówił później Joker)
2. Ciało Sheparda przekazała Cerberusowi Liara (cała afera z tym gościem, co go Liara szuka)
3. Sonda nie zapewnia zastrzyku kosmicznej gotówki (kredytów) tylko surowców, którymi nie da się płacić - są potrzebne tylko do wynalezienia nowych technologii
Recenzja ciekawa, dużo można się dowiedzieć, ale wg mnie minigry są albo irytujące (hakowanie), albo odprężające (skanowanie planet). I system walki to dla mnie takie małe mistrzostwo.
1.Załoga pierwszej Normandii liczyła 33 osoby. Jedna z dodatkowych misji w ME2 polega na odwiedzeniu miejsca, gdzie statek się rozbił i pozbieraniu nieśmiertelników poległych – jest ich aż 20. Przeżyło 13 osób. Moje na wierzchu.
2.Jest o tym jakakolwiek mowa w grze?
3.Skrót myślowy, nie uważam, że to błąd – recenzje w internecie nie powinny być zbyt długie, gdybym wszystko ciał tak szczegółowo opisywać, to potem nikt by tego nie przeczytał :)
Zarąbista recenzja...Krzysiek zachęciłeś mnie do tej gry.Bardzo dobre recenzje piszesz-jak dla mnie najlepsze :) Na feriach (ja będę miał dopiero 15lutego:)) od razu sobie kupie.
P.S: Widze, że masz tą zboje z dragon age, masz ją z dragon age'a czy była w mass effect w pudełku?-bardzo ważne dla mnie pytanie!
Mam ją z DA
zbroja z DA nie zapewnia żadnych bonusów, tylko ładnie wygląda. Spersonalizowana zbroja N7 pod tym względem jest lepsza.
Dla mnie gra zarąbista... czekam na ME3 ;)
przeszedłem ją w 18h i 50 min.
;)
Nie gralem, ale czytalem ze gre da sie przejsc w 6 godzin wykluczajac misje zdobywania kompanow ktore w sumie trwaja 3-5 godzin, oraz ze jest bardzo latwe na najtrudniejszym poziomie. Mam tylko pytanie, czy to prawda?;d
3-5 godzin to może lekka przesada albo do 10 wydaje mi się jak najbardziej możliwe. A co do poziomu to na najtrudniejszym na pewno nie jest łatwo ;)
o ile jedynkę dało by się przejść bez ginięcia, o tyle przy dwójce w pewnym momencie zacząłem używać cenzuralnych słów z powodu ciągłego umierania i konieczności ładowania ostatniego sejwa, a grałem na prawie najwyższym poziomie trudności.
-Main Quest Skończony
-Misje poboczne skończone
-Misje wszystkich towarzyszy skończone
Czas: 21 godzin 36 minut
8+/10
Czekam na 3kę :)
Szpan ;)
"Opinie o tym, że Mass Effect 2 jest świetną strzelaniną, radzę wsadzić między bajki – nie jest."
Więc czym bo rpg też na pewno nie...
Z RPG jest tam tyle co w jakimś tony hawk's
Strasznie uproszczony Eq, broń i pancerze bez statystyk, prawdę mówiąc trochę naciągnięty wpływ na fabułę, no i tyle o ile statystyki a raczej moce postaci na które możemy wpływać dodając punkty drużyny.
A ze strzelanki cała reszta choć sam tryb walki jakby z Gears of War ale to akurat mi się bardzo podobało.
Ps. Nie chcę być jakimś pesymistą czy coś ale dodałbym jeszcze 2 główne mankamenty gry na minus.
1.Czas gry który jak na rzekomo RPG jest bardzo krótki bo około 30 godzin i mniej, no chyba że będziemy sztucznie przedłużać rozgrywkę o odwiedzanie każdej planety.
2. Handel a dokładniej IMO jego brak.
No i plusik o którym nie wspomniałeś:
Genialna optymalizacja gry, na 2 letnim sprzęcie średniej klasy śmigałem na max detalach z pełną płynnością, przez chwilę nawet zastanowiłem się czy po prostu nie ma jakichś zaawansowanych ustawień graficznych które pominąłem a które mam na low, okazało się jednak, że nie. Jak na grę z 2010 roku to to była bardzo przyjemna niespodzianka.
Nie powiedziałem, że to NIE JEST strzelanina, tylko, że strzelanie nie jest tak dobre, przynajmniej dla mnie, jak wiele osób twierdzi, że jest.
Czas gry, jak na dzisiejsze czasy, i tak jest długi – 30 godzin to sporo, na pewno nie jest to wadą. Gdyby gra trwała niecałe 10 godzin, to co innego.
Co do optymalizacji – grałem na konsoli, nie miałem możliwości sprawdzenia, jak ME2 działa na PC.
W takim razie zwracam honor widocznie źle zrozumiałem.
Co do czasu gry to moim zdaniem to co napisałeś nie jest żadnym usprawiedliwieniem znam wiele współczesnych gier (te z ostatnich 4-5 lat) które czas gry mają znacznie dłuższy a to że teraz robią gry pokroju CoD'a 6 czy inne przereklamowane badziewia to nie jest powód by usprawiedliwiać tego typu zjawisko.
Jeśli chodzi o grę na PC to gorąco ci polecam może wtedy zmienisz zdanie o strzelaniu w grze.
Powodem mogło być przecież używanie pada.