“Prawdziwego gracza poznasz po tym, jak zaczyna”. Dlaczego nie kończymy gier?

“Prawdziwego gracza poznasz po tym, jak zaczyna”. Dlaczego nie kończymy gier?
Gdyby stworzyć kompilację największych “growych grzechów”, jedną z pierwszych pozycji byłoby niekończenie kupionych produkcji. Wszyscy mamy na sumieniu przynajmniej kilka świetnych tytułów, które do teraz leżą odłogiem na dysku

Wiedźmin 3, Tyranny i Bloodborne - to zaledwie początek listy świetnych tytułów, w których bawiłem się w ciągu ostatnich dwóch lat naprawdę fenomenalnie… a których do dziś nie skończyłem. I to pomimo tego, że regularnie nawiedzają mnie myśli o tym, aby do nich wrócić. Ba, czasem nawet "słowo staje się ciałem" i odpalam któryś z nich, znów zachwycając się światem oraz fabułą, porywającymi mnie na przynajmniej kilka bitych godzin. Tyle, że po wyłączeniu gry, kolejnego dnia już do niej nie wracam. I tak mija kolejny tydzień, miesiąc, kwartał, a ja nadal, pomimo kilkudziesięciu godzin na liczniku, nie ukończyłem wątku na Skellige. Co zabawne, na dysku wciąż czekają na mnie oba dodatki do Wiedźmina i choć jeszcze sporo czasu minie, zanim je w końcu uruchomię i tak nie potrafię ich odinstalować.

To samo tyczy się Tyranny oraz Bloodborne'a, którego po debiucie DLC kupiłem sobie zresztą raz jeszcze "w ładniejszym wydaniu". Gry leżą odłogiem, ale szkoda mi się ich pozbywać, bo najzwyczajniej w świecie są "zbyt dobre". A co jeśli najdzie mnie nagle ochota, aby znów wybrać się na Yarnham? Wizja ta nieustannie gdzieś kołacze mi się w głowie, ale gdy trzeba się zmierzyć z rzeczywistością, po powrocie do domu ostatnio i tak odpalam League of Legends, For Honor, Overwatcha, Duelysta czy którąś z gier sportowych. A przecież żadna z tych produkcji, w kwestii "bogatości" i "głębi", nie może się mierzyć z uniwersami tytułów, które wymieniłem na początku tekstu. Co jest więc ze mną nie tak? A właściwie - co jest nie tak z większością graczy?!

Obejrzyj także materiał o najciekawszych złoczyńcach z gier:

Czas na zmiany

Swego czasu potrafiłem spędzać dzień w dzień po kilkanaście godzin w Star Wars: The Old Republic czy World of Warcraft, Baldur's Gate II tłukłem jak oszalały dopóki nie zbadałem każdego centymetra świata, a większość gier od Telltale ukończyłem przy jednym posiedzeniu (osobno, nie ciągiem oczywiście!). Nie zapomnę też nigdy tego, jak bardzo wciągnęły mnie pierwsze odsłony Assassin's Creed, a w szczególności - o zgrozo! - wątek współczesny i odkrywanie sekretów ukrytych w dziełach sztuki. Dziś tęsknię szalenie za czasami, w których po prostu siadałem i cieszyłem się grami, ich doskonałą fabułą i narracją, które pochłaniały mnie bez reszty na kilka dni. Przy których siedziałem tak długo, aż je skończyłem. A dziś? Dziś wszystko jest nie tak…

Bg2Ach,  Athkatla. Miasto z Baldur's Gate II znałem swego czasu lepiej niż te, w którym mieszkałem.

Oczywiście gry wciąż kończę, inaczej nie wyobrażam sobie napisania recenzji, ale gdy odpalam coś "dla przyjemności" preferuję krótkie i intensywne doznania, zamiast długich epickich opowieści. Czy to oznacza, że się po prostu uwsteczniłem jako gracz? A może jestem "za stary"? Pewnie i w jednej i drugiej odpowiedzi jest odrobina prawdy, ale biorąc pod uwagę wygląd dzisiejszego rynku i kierunek, w jakim idzie design gier - "najbardziej poprawna" jest chyba trzecia opcja. Taka, którą odnieść można zresztą nie tylko do mnie, ale i do sporej populacji graczy. Całość jest ściśle związana z psychologią i tym, jak ewoluujemy jako gamingowa społeczność.

Żeby była jasność - to tylko i wyłącznie moja teoria, efekt prysznicowych przemyśleń oraz dyskusji z kolegami i koleżankami po fachu. Żadnych badań na masową skalę nie przeprowadzałem, nikogo do wariografu nie podpiąłem, nie analizowałem także impulsów mózgu przesyłanych podczas siadania do dowolnego tytułu. Ale mam nadzieję, że i tak te kilka kolejnych akapitów będzie miało ręce i nogi. Pewnie nie da się ich zastosować do każdego z Was, ale myślę, że nie jestem jedynym, który tak postrzega pewne kwestie.

TorW pogoni za odblokowaniem rasy Chissów dla mojego przyszłego Lorda Sith, przy The Old Republic siedziałem zawstydzająco długo.

Obawa przed światem

W pierwszej kolejności zastanówmy się nad tym, czego od gracza wymaga gra długa i rozbudowana. Zagadka to niezbyt skomplikowana i podejrzewam, że większość z Was odpowiedź znała już w połowie jej czytania. Chodzi naturalnie o czas i możliwość pełnego zaangażowania się przez dłuższy okres. Dla osób, które jedynie niewielki wycinek dnia są w stanie poświęcić na oddanie się swojemu hobby, ogromny, pełen aktywności świat potrafi być przerażający. Nie z uwagi na swoje rozmiary, ale na świadomość tego, że po dłuższej przerwie w graniu, powrót potrafi być szalenie bolesny. Wielu rzeczy nie pamiętamy, nie "ogarniamy" mapy… o ile ta w ogóle w grze jest. Konia z rzędem temu, kto potrafiłby się odnaleźć we wspomnianym Bloodbornie czy dowolnych Dark Soulsach po miesięcznej pauzie. Zrobienie kilkunastu dni przerwy w dowolnym tytule z rozbudowanym wątkiem to jak konieczność rozpoczynania gry od zera. Wszystkiego musimy się nauczyć, przypomnieć sobie kto jest kim… Traci na tym mocno spójność całego świata, a ta przecież jest esencją gier stawiających na jeden wielki ekosystem. Dla wielu graczy to perspektywa kompletnie nieatrakcyjna i odpychająca wręcz. W momencie, w którym "gubią się w świecie" z uwagi na wspomnianą przerwę, po prostu go porzucają i przechodzą do kolejnego, w którym "start od zera" jest naturalny.

BloodbonrW Bloodborne, Demon Souls czy Dark Souls gubi się każdy. Choć to także część uroku tychże gier.

Wielu twórców gier zdaje sobie z tego sprawę i stara się w taki sposób zaprojektować rozgrywkę, aby podobne "powroty" nie były dla nas przesadnie frustrujące. Ot weźmy na ten przykład chociażby serię Monster Hunter, która pomimo tego, że w każdej części oferuje wątek na dobrych kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset) godzin, została skonstruowana w bardzo przystępny dla "grających od czasu do czasu" sposób. Odrębne misje oraz instancje zachowują konkretny podział, który umiejscawia nam rozgrywkę w łatwy do zrozumienia sposób - to w gruncie rzeczy mini-rozdziały, w których ponownie opanować musimy jedynie mechanikę. Choć akurat to także przewidziano dając nam dostęp do misji "rozgrzewkowych", z pomniejszymi kreaturami.

MonsterMonster Hunter to gra, w którą gra się nawet po kilkaset godzin.

Niekończąca się podróż

W grach poskładanych w perspektywie jednego, nieprzerwanego doświadczenia, równie gładkie podjęcie głównego wątku już tak łatwe nie jest. To zresztą także i jeden z głównych powodów dla których gry są coraz krótsze. Kampania na pięć godzin ma znacznie większe szanse na "bycie ukończoną" niż historia ciągnąca się kilkukrotnie dłużej. Te kilka godzin na zamknięcie rozgrywki dla pojedynczego gracza w końcu każdy z nas jakoś tam wygospodaruje, nawet wtedy gdy jesteśmy zajęci. A większość z nas zajęta jest i to mocno. Bo wbrew wciąż niefortunnie powtarzanym mitom, nasza społeczność to nie "głównie dzieci i młodzież", którzy po powrocie ze szkoły o 14:00 mają jeszcze cały dzień na delektowanie się wirtualną rozrywką. Znaczny procent kupujących gry to ludzie dorośli, z pracą/studiami, rodziną i masą innych obowiązków. Wiedźmin 3: Dziki Gon to zabawa na kilkadziesiąt godzin, które ciągiem mało kto jest w stanie wygospodarować w krótkim przedziale czasowym. A jak wspominałem wcześniej - im dłuższą robimy sobie przerwę z uwagi na "życie", tym większe prawdopodobieństwo, że pogubimy się w tym, o co w grze chodzi. Wówczas "rozwód" z nawet tak świetnym tytułem jest po prostu nieunikniony.

W333Wiedźmin 3: Dziki Gon okazał się być grą dużą... dla wielu zdecydowanie zbyt dużą.

Żeby nie było, że wyssałem to sobie wszystko z palca. Pora na trochę cyferek, zwłaszcza, że statystyki zdają się potwierdzać moją teorię. Wspomnianego "Wieśka" ukończyło przecież niecałe 30% posiadaczy. Podobnym wynikiem "pochwalić" może się świetnie przyjęte przecież Dishonored 2. A warto przypomnieć, że twórcy zapewniali, iż pełne zrozumienie historii wymaga dwukrotnego przejścia… Genialne Uncharted 4 czy przełomowe Assassin's Creed 2 to "zaledwie" 40% "finiszujących" (i tak nieźle na tle reszty!), a takie Alien: Isolation (moim zdaniem przeraźliwie przeciągnięte) to marne 15%... Wisienką na torcie niech będzie wynik ogromnego Serca z Kamienia - tutaj według statystyk tylko 10% osób ukończyło dodatek. Na przeciwnym biegunie stoi chociażby stosunkowo krótkie i dość zamknięte w swojej formule Heavy Rain - tutaj mamy aż 74%, a takie Mass Effect 2, choć długie, ale z dość wyraźnym fabularnym podziałem "na planety" (ułatwiającym powrót po przerwie), to 56% kończących*.

MeandroMass Effect: Andromeda zapowiada się na kolejną niezwykle długą podróż. Planetowy podział pozwoli nam jednak na łatwiejsze odnalezienie się w rozgrywce.

Nic za darmo

No dobrze, ale długość i wielkość gier, to w końcu nie jedyne, co decyduje o tym, że rozbudowane gry porzucamy po pewnym czasie na rzecz tych "mniejszych". Druga kwestia to… gratyfikacja. Żyjemy w czasach, w których coraz bardziej przyzwyczajeni jesteśmy do natychmiastowych rezultatów tego, co robimy. Godzina spędzona w świecie Wiedźmina często może nie przynieść nam niczego "namacalnego" i choć naturalnie wiele osób odnajduje przyjemność w zwykłym chodzeniu i podziwianiu widoków, większości się to po prostu po jakimś czasie nudzi. W pierwszej fazie obcowania z grą, cudowny świat i mechanika są dla nas nagrodą samą w sobie - chłoniemy je momentalnie, upajamy się, ale w końcu nadchodzi moment, w którym wszystko to powszednieje. Przyzwyczajamy się i to co rzucało nas na podłogę przez pierwsze kilka godzin, nie robi dłużej wrażenia. Sama eksploracja świata w małych dawkach przestaje być nagrodą i potrzebujemy innych bodźców, udowadniających nam, że "warto" zabijać po raz setny identycznego stwora czy wykonywać kolejny, nieszczególnie epicki quest.

Skill HzdStała progresja naszego bohatera to czynnik kluczowy dla utrzymania zainteresowania gracza.

W grach liniowych, z precyzyjnie zaprojektowaną, tunelową historią i brakiem "rozpraszaczy" owa gratyfikacja jest łatwiejsza do osiągnięcia - gracz w końcu wie, że nie robiąc konkretnej, wskazanej przez twórców rzeczy, nie pchnie wątku do przodu. Z grami o otwartej strukturze jest w tym temacie znacznie trudniej… stąd zresztą usilne wciskanie "elementów RPG" do każdego możliwego gatunku. Punkty doświadczenia i rozwijanie bohatera to prosty sposób na pokazanie graczowi, że cały czas posuwa się do przodu - a do tego często dochodzi jeszcze możliwość odblokowania lepszych umiejętności. Twórcy w ten sposób starają się również budować poczucie ciągłości w prowadzeniu bohatera przez kolejne przygody, choć jak obszernie tłumaczyłem w poprzednich akapitach - nie zawsze to działa. A przynajmniej nie tak, jak we wszelkich grach MOBA i innych sieciówkach, gdzie chwila zabawy daje natychmiastowe efekty w postaci przyrastających (lub znikających) wirtualnych punkcików.

LolAwans do wyższej ligi w League of Legends to dla wielu wciąż niespełnione marzenie.

Gdy inni mają gorzej, jest lepiej

W ten oto sposób dochodzimy zresztą i do tematu numer trzy, który decyduje o ogromnej popularności tytułów takich jak League of Legends, DOTA 2, CS:GO, World of Tanks czy choćby FIFA, do których ludzie nieustannie wracają kosztem większych i ambitniejszych produkcji. Słowo klucz to "rywalizacja". Ta od zawsze leży w ludzkiej naturze i dla wielu osób możliwość konkurowania z innymi jest szalenie istotna - wręcz nadaje sens całej ich "gamingowej egzystencji". Chcą być od kogoś lepsi, bo zwycięstwo najzwyczajniej w świecie zapewnia ogromny dopływ dopaminy i poczucie wewnętrznej satysfakcji. A to - kolokwialnie mówiąc - robi nam dzień. Nie rozminę się przesadnie mocno z prawdą, jeśli powiem, że nie tylko ja po przegranym online'owym meczu chodzę nadąsany i wszystkiego mi się odechciewa. Z kolei wiktoria, szczególnie po epickim comebacku, wprowadza mnie w stan euforii, która zresztą niezwykle skutecznie zachęca mnie do ponownego odpalenia danego tytułu. To emocje i ilości adrenaliny, jakich nie jesteśmy w stanie wykrzesać z rozgrywek w pojedynkę.

DoomInternetowe rankingi w DOOM - żeby wyżynanie demonów miało jakiś sens.

Niektórzy z Was mogą - słusznie zresztą - powiedzieć: "Kompletnie mnie to nie obchodzi, gram w gry dla zabawy!". Macie do tego pełne prawo, ale prawda jest taka, że kompetetywność jakiegoś tytułu przyciąga gigantyczną część populacji graczy. Niektórym może wydawać się to absurdalne, ale właśnie z tego konkretnego powodu coraz więcej gier dla samotnych wilków wprowadza obowiązkowe połączenia z siecią i online'owe rankingi w poszczególnych aktywnościach. Oczywiście to także forma zabezpieczenia wydawcy przed piratami, ale jednocześnie i rozwiązanie - które o ile nie jest uciążliwe w swoim sposobie funkcjonowania - dodaje wielu produkcjom "wielowarstwowości". Wplecenie poczucia rywalizacji w tytułach singleplayer to dla wielu osób bodziec do pozostania w grze dłużej - a skoro już i tak są przy śrubowaniu lepszego wyniku na jakimś odcinku, to zwiększają się szanse na to, że "lizną" także i główny wątek. Stąd decyzja chociażby o wciśnięciu trybu Breach do Deus Ex: Rozłam Ludzkości, rankingów do Just Cause 3, DOOM, Dying Light czy Mirror's Edge Catalyst. Ba, wokół tego konceptu oparto przecież w całości świetne Forza Horizon 3.

BreachBreach w ostatnim Deus Ex funkcjonuje obecnie także jako odrębna produkcja.

Kończ pan, czasu oszczędź

No dobrze, ale czy oznacza to, że gry, które nie stosują żadnego z tych rozwiązań są złe i nie mają szans na przykucie nas na dłużej do monitora. Czy bez tego większość z nich zawsze będzie tylko "rozpoczynana i nigdy nie skończona"? I tak i nie. Wszystko sprowadza się do osobistych predyspozycji poszczególnych osób, choć nie ma co się czarować - liczba zapaleńców, "robiących" gry od A do Z dramatycznie w najbliższym czasie nie urośnie. Stabilny, ogólny "wzrost" zapewne będzie jednak utrzymany - nie licząc pojedynczych produkcji, gry generalnie są jednak "krótsze" i tym samym łatwiejsze do ukończenia. Osobiście - nie widzę w tym nic złego, tak długo jak krótsza kampania przekłada się na jej wyższą jakość. A do sytuacji, w której molochy pokroju Wiedźmina, Skyrima czy ostatniego GTA całkowicie z rynku znikną przecież i tak nigdy nie dojdzie i to z bardzo prostej przyczyny. Większy świat, więcej zadań, więcej wątków i więcej dialogowych linijek to w końcu świetny slogan marketingowy, nawet jeśli tylko ułamek nabywców faktycznie ich doświadczy.

* - z uwagi na płynący czas, niektóre ze statystyk mogą dziś wyglądać odrobinę inaczej niż w chwili ich generowania.

O autorze:

Lg Ramka

 Łukasz "Luc" Gołąbiowski

 Gram w gry nieco ponad dwie dekady, przeszedłem ich  nieprzyzwoicie wiele... Ale moja "średnia" ciągle  spada. Ostatni skończony tytuł? Horizon Zero Dawn.

 

Zobacz w Encyklopedii

  • PC
  • PS3
  • Xbox 360

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 6,37

Liczba ocen: 1158

Zatwierdź
Ocena Gamezilli:8,0
(czytaj recenzję)

Zobacz w Encyklopedii

  • PC
  • PS4
  • Xbox One

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 8,57

Liczba ocen: 4439

Zatwierdź
Ocena Gamezilli:10,0
(czytaj recenzję)

Zobacz w Encyklopedii

  • PC

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 5,68

Liczba ocen: 1173

Zatwierdź

Czytaj także:

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo ~xeophyte Użytkownik anonimowy
~xeophyte :
No photo ~xeophyte Użytkownik anonimowy
Więcej takich artykułów!
Ja np mam ogromne zmartwienia związane z nierozpoczętymi tytułami i właśnie takimi nieskończonymi. Na dysku mam nawet ze 2 tytuły niedokończone od 2 lat pomimo tego, że mam czas na granie, więcej gier i lepszy sprzęt niż kiedyś!
Przeraża mnie to i urasta to rangi problemu psychicznego. Granie nie daje tyle frajdy co kiedyś, nie potrafię się jarać tak mocno jak kiedyś. Też łatwiej mi podejść do gry prostszej i krótszej. Myśl o jakiejś grze prędzej doprowadza do rozpaczy niż chęci zagrania. Przytłacza ilość tytułów w które chciałoby się zagrać oraz ilość tytułów już przegranych, tak jakby przyjemność sprawiało tylko poczucie, że kolejny tytuł ma się z głowy, czyli nie chodzi o satysfakcję z gry a odjęcie ciężaru...
Boję się, że niepotrzebnie próbuję dogonić coś na co jest już za późno, że jestem za stary, że tracę czas na głupoty, szukam przyczyny w wielu miejscach, nawet w samotności.
Pomocy.
11 mar 19:47 | ocena: 93%
Liczba głosów:15
93%
7%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~JeffDeacon Użytkownik anonimowy
~JeffDeacon :
No photo ~JeffDeacon Użytkownik anonimowy
Mam 33 lata, żonę i dzieci. Zaczynam grać po tym jak wszyscy idą spać czyli o 23:00. Kończę zwykle o 1:30 w nocy. Mój ostatni sukces to przejście Morrowinda po 9 latach od jego rozpoczęcia. Uskrzydlony tym dokonaniem zasiadłem do Obliviona (w którym miałem już 9 godzin na liczniku, rozpoczęte 5 lat temu) i ukończyłem go z dodatkami w zaledwie 3 miesiące. A potem Risen 1 w dwa miesiące (od drugiego rozdziału). :)
13 mar 01:35 | ocena: 86%
Liczba głosów:7
86%
14%
| odpowiedzi: 3
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~marzan Użytkownik anonimowy
~marzan :
No photo ~marzan Użytkownik anonimowy
Ja nie wiem, czy gracze nie powinni autorowi skopać tyłka za pisanie takich rzeczy. Bo choć może i on ma racje i mądrze mówi, to nie zastanowił się, jaki z niego szkodnik :) Bo co on proponuje reszcie świata? Producentom - by robili gry krótsze, czytaj, tańsze w produkcji (ale oczywiście tańsze w zakupie nie będą, nikt pewnie nawet przez sekundę o tym nie pomyśli). A w imię czego to? W imię SKOŃCZENIA gry. Tak jakby granie to był seks gdzie najfajniejsze, czyli orgazm, jest na końcu. No ale przecież nie - czasem finał może dostarczyć ciut więcej emocji, ale rzadko, bo nawet gdy ostatnia walka została zaprojektowana na najatrakcyjniejszą, to wcześniejsze są przeprowadzane przez gracza mniej znużonego - czyli radochy dają więcej. Czyli - nie ma żadnego powodu, by grę kończyć. No przecież nie jest takim powodem ciekawość, jak to się właściwie ułoży bohaterowi - gdyż zwykle fabuły w grach to mało istotny dodatek. I większość graczy w ogóle je przeklikuje, jeśli się tylko da, by sobie czytaniem czy słuchaniem nie psuć przyjemności.
Propozycja wynikająca z tekstu jest zatem następująca: wy, producenci, sprzedawajcie mi, bo się szybko nudzę, towar mniejszej wartości (bo krótki) za tę samą cenę a to, że część graczy woli mieć grę na 50 godzin niż na 5 mnie nie obchodzi, niech sobie kupią 9 innych.
Bardzo to egoistyczne i szkodliwe dla części osób. Które, choć może mniej liczne, jednak gry kończą. Albo grają dłużej, nim się znudzą. I chcą dostać za swoje 100-200 zł coś, przy czym, gdyby ich naszła taka ochota, posiedzą długo a nie dwa popołudnia.
24 mar 19:23 | ocena: 67%
Liczba głosów:6
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Siarkofrutopij Użytkownik anonimowy
~Siarkofrutopij :
No photo ~Siarkofrutopij Użytkownik anonimowy
Mam tak samo. Wiedźmin 2 - fantastycznie się bawiłem na urlopie i doszedłem do (początku) ostatniego rozdziału. A potem, wiadomo: praca, obowiązki. Kiedy odpaliłem grę miesiąc później, nie wiedziałem gdzie jestem, co mam zrobić, jak tu dotarłem i kosił mnie każdy niemilec (na dodatek). W Wiedźminie 3, bawiłem się świetnie przez 20 godzin, na gigantycznej (pierwszej mapie - prolog). A potem się okazało, że to mały ułamek całego świata :D Zrezygnowałem już świadomie. Obie gry mam nadal zainstalowane i czekają (tylko nie wiem na co). Jeżeli w Wieśku 3, potrzeba kilku/kilkunastu minut - tylko po to, żeby dotrzeć w zadane miejsce (a po drodze multum rozpraszajek), to moje 2 wolne godziny dziennie, są ŚMIESZNE. Generalnie są ŚMIESZNE, ale pomińmy ten oczywisty fakt :D
24 mar 19:44 | ocena: 50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~bob Użytkownik anonimowy
~bob :
No photo ~bob Użytkownik anonimowy
Wiedźmina się nie da nie skończyć - wg. mnie przynajmniej
Przeszedłem 3 razy i zawsze mało
11 mar 11:53 | ocena: 85%
Liczba głosów:13
85%
15%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~stark2991 Użytkownik anonimowy
~stark2991 :
No photo ~stark2991 Użytkownik anonimowy
Dla mnie to jest niewyobrażalne żeby nie skończyć tak dobrych gier jak Wiedźmin czy GTA. Po co w takim razie kupować? Liczyć że w trakcie grania mi się odmieni?
Mam mało wolnego czasu więc wybieram tytuły, w które chcę zagrać, nie marnuję sobie czasu na średnich produkcjach tylko gram w to, co mnie interesuje, nie ogrywam byle zaliczyć. Może to powoduje, że praktycznie nie ma gier, których nie ukończyłem? No chyba że liczyć brak zrobionych misji pobocznych czy nietknięty multiplayer :)
A co do tych statystyk to skąd się takie biorą? Z czasu gry np. na Steam? Braku osiągnięć? Bo rozumiem że chodzi o ukończony wątek główny?
11 mar 16:31 | ocena: 67%
Liczba głosów:12
33%
67%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~stalker z prypiat Użytkownik anonimowy
~stalker z prypiat :
No photo ~stalker z prypiat Użytkownik anonimowy
niesamowity artykol ,tak jak bym czytal o sobie , jedyne co sie nie zgadzalo z moja osoba to wybrane tytuly gier .
BRAVO !!! w samo sedno , krytyka na poziomie mistrzowskim :)
24 mar 20:47 | ocena: 100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
~Luc
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
do ~JarekM:
No photo ~JarekM Użytkownik anonimowy
11 mar 11:38 użytkownik ~JarekM napisał
Ja od maja 2009 do teraz skończyłem dokładnie 211 gier na PC więc jestem w opozycji do tytułowej tezy.
I takich osób jest sporo... ale i tak nadal są w mniejszości ;) Według ogólnych szacunków w tylko około 2 na 10 przypadków udaje się ukończyć kupioną grę ;)
11 mar 11:54 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Bartolomeo Użytkownik anonimowy
~Bartolomeo
No photo ~Bartolomeo Użytkownik anonimowy
do ~bob:
No photo ~bob Użytkownik anonimowy
11 mar 11:53 użytkownik ~bob napisał
Wiedźmina się nie da nie skończyć - wg. mnie przynajmniej
Przeszedłem 3 razy i zawsze mało
A ja pograłem 30h i już do niego nie wróciłem. Szczerze to nie wiem dlaczego, gra jest genialna ale jakoś nie mam ochoty w nią grać.
11 mar 14:58 | ocena: 60%
Liczba głosów:5
60%
40%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~JarekM Użytkownik anonimowy
~JarekM :
No photo ~JarekM Użytkownik anonimowy
Ja od maja 2009 do teraz skończyłem dokładnie 211 gier na PC więc jestem w opozycji do tytułowej tezy.
11 mar 11:38 | ocena: 67%
Liczba głosów:3
67%
33%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~jack 3.5 Użytkownik anonimowy
~jack 3.5
No photo ~jack 3.5 Użytkownik anonimowy
do ~Bartolomeo:
No photo ~Bartolomeo Użytkownik anonimowy
11 mar 14:58 użytkownik ~Bartolomeo napisał
A ja pograłem 30h i już do niego nie wróciłem. Szczerze to nie wiem dlaczego, gra jest genialna ale jakoś nie mam ochoty w nią grać.
ja sie poddalem po 15godzinach , tez nie wien o co chodzi ,gra jest super ale.....
24 mar 20:49 | ocena: 50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~grafi Użytkownik anonimowy
~grafi :
No photo ~grafi Użytkownik anonimowy
jestem krok dalej, nie koncze czytac tekstow w necie, o co chodzilo? ;)
24 mar 18:42 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~borek921 Użytkownik anonimowy
~borek921 :
No photo ~borek921 Użytkownik anonimowy
Wlasnie dlatego wzialem 2 tyg urlop od dnia premiery Andromedy :D
13 mar 00:01 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~#AK Użytkownik anonimowy
~#AK :
No photo ~#AK Użytkownik anonimowy
Co roku próbuję skończyć Pro Evolution Soccer. Bezskutecznie.
11 mar 22:23 | ocena: 100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~real lige Użytkownik anonimowy
~real lige :
No photo ~real lige Użytkownik anonimowy
Wiem jak to jest Obliviona konczylem przez ponad 2 lata, czas w grze ponad 100 h. Dzis zasiadam glownie do multi na godzinke czy dwie. Ale Mass Effect ukonczylem wszystkie 3 czesci. Dzis nie ma na to wszystko po prostu czlowiek, czasu jest rodzina, praca itd. A w kolejce mam tyle zaleglych gier i to nie tylko na PC ale i na Ps3 ufff kiedy w to grac.
24 mar 18:19
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Gość darek Użytkownik anonimowy
~Gość darek
No photo ~Gość darek Użytkownik anonimowy
do ~zzz:
No photo ~zzz Użytkownik anonimowy
24 mar 15:55 użytkownik ~zzz napisał
Znam ten ból (znaczy się zaobrączkowania), jako młodzik kończyłem z rozpędu Baldur's Gate 1 i 2 w weekend, teraz Wiedźmina 3 męczę już 3 miesiąc. Niestety zmiana stanu cywilnego sprawiła, że praktycznie nie ma czasu na naprawdę rozbudowane gry i pozostaje
Nie jesteś jedyny przy dzisiejszym poziomie życia najszybciej się przechodzi proste produkcje na smartfonie.
24 mar 17:14 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Gość Darek Użytkownik anonimowy
~Gość Darek :
No photo ~Gość Darek Użytkownik anonimowy
Ciekawie napisany artykuł moim zdaniem przy dzisiejszym NATŁOKU zajęć i oczywiście pracy nie ma byt wiele czasu na przyjemności i dobrze się sprzedają proste gierki na smartfony i nieskomplikowane i niedługie gierki stacjonarne. Wiele osób też jest zadowolonych z przeróżnych gier online bo właśnie rywalizacja i poziom często lepszy niż głupie boty w singlu. Mało osób ma czas na ciężkie produkcje których przejście zajmuje masę czasu. Niestety ale takie mamy czasy i nic się na to nie poradzi.
24 mar 17:12 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~neorulez Użytkownik anonimowy
~neorulez
No photo ~neorulez Użytkownik anonimowy
do ~xeophyte:
No photo ~xeophyte Użytkownik anonimowy
11 mar 19:47 użytkownik ~xeophyte napisał
Więcej takich artykułów!
Ja np mam ogromne zmartwienia związane z nierozpoczętymi tytułami i właśnie takimi nieskończonymi. Na dysku mam nawet ze 2 tytuły niedokończone od 2 lat pomimo tego, że mam czas na granie, więcej gier i lepszy sprzęt niż kiedyś!
P
ejj mam tak samo :(
24 mar 16:42 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Zniechęcające Użytkownik anonimowy
~Zniechęcające :
No photo ~Zniechęcające Użytkownik anonimowy
Mnie wkurza klawiszologia kiedyś skonfigurowanie gry trwało 5 minut teraz wieki. I weź to jeszcze człowieku opanuj. Przekombinowane.
24 mar 16:12 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~zzz Użytkownik anonimowy
~zzz
No photo ~zzz Użytkownik anonimowy
do ~JeffDeacon:
No photo ~JeffDeacon Użytkownik anonimowy
13 mar 01:35 użytkownik ~JeffDeacon napisał
Mam 33 lata, żonę i dzieci. Zaczynam grać po tym jak wszyscy idą spać czyli o 23:00. Kończę zwykle o 1:30 w nocy. Mój ostatni sukces to przejście Morrowinda po 9 latach od jego rozpoczęcia. Uskrzydlony tym dokonaniem zasiadłem do Obliviona (w którym miałe
Znam ten ból (znaczy się zaobrączkowania), jako młodzik kończyłem z rozpędu Baldur's Gate 1 i 2 w weekend, teraz Wiedźmina 3 męczę już 3 miesiąc. Niestety zmiana stanu cywilnego sprawiła, że praktycznie nie ma czasu na naprawdę rozbudowane gry i pozostaje partyjka jakiejś zręcznościówki od czasu do czasu.
24 mar 15:55 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~gamer Użytkownik anonimowy
~gamer :
No photo ~gamer Użytkownik anonimowy
Ja koncze wszystkie gry , w ktore gralem a rozegralem ich wiele ostatnio DOOM'a
https://www.youtube.com
24 mar 13:31
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
~Luc
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
do ~JeffDeacon:
No photo ~JeffDeacon Użytkownik anonimowy
13 mar 01:35 użytkownik ~JeffDeacon napisał
Mam 33 lata, żonę i dzieci. Zaczynam grać po tym jak wszyscy idą spać czyli o 23:00. Kończę zwykle o 1:30 w nocy. Mój ostatni sukces to przejście Morrowinda po 9 latach od jego rozpoczęcia. Uskrzydlony tym dokonaniem zasiadłem do Obliviona (w którym miałe
9 lat na jedną grę - bardzo ekonomicznie! ;)
13 mar 15:20
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Dynia Użytkownik anonimowy
~Dynia
No photo ~Dynia Użytkownik anonimowy
do ~borek921:
No photo ~borek921 Użytkownik anonimowy
13 mar 00:01 użytkownik ~borek921 napisał
Wlasnie dlatego wzialem 2 tyg urlop od dnia premiery Andromedy :D
Ha Ha a myślałem, że tylko ja jestem taki porąbany :D
13 mar 01:40 | ocena: 100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
~Luc
No photo ~Luc Użytkownik anonimowy
do ~xeophyte:
No photo ~xeophyte Użytkownik anonimowy
11 mar 19:47 użytkownik ~xeophyte napisał
Więcej takich artykułów!
Ja np mam ogromne zmartwienia związane z nierozpoczętymi tytułami i właśnie takimi nieskończonymi. Na dysku mam nawet ze 2 tytuły niedokończone od 2 lat pomimo tego, że mam czas na granie, więcej gier i lepszy sprzęt niż kiedyś!
P
Na Gamezilli felietonów z każdym miesiącem będzie przybywało, obiecujemy ;)
11 mar 20:09 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Michu Użytkownik anonimowy
~Michu :
No photo ~Michu Użytkownik anonimowy
Trylogia mass effect, pierwsza czesc dead space, gta 5... zamiast gta przeszedlem super meat boya, dead space porzucilem kosztem starutenkiego call of duty 3. Nawet moja dziewczyna powiedziala mi ze jestem dziwny ;]
11 mar 13:19 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Stara prawda Użytkownik anonimowy
~Stara prawda :
No photo ~Stara prawda Użytkownik anonimowy
"Dlaczego nie kończymy gier?" - bo dzieci z definicji cokolwiek zaczna to i tak tego nie skoncza.
11 mar 11:30 | ocena: 78%
Liczba głosów:9
22%
78%
Link do tego komentarza:
ReklamaAutorzyPolityka PrywatnościRegulamin SerwisuCookiesUsługi IT