Gry a historia. Czy Battlefield bądź Assassin’s Creed uczą nas lepiej niż szkoła?

felietongry historyczneHistoria
17.04.2017 10:42 skomentuj
Gry a historia. Czy Battlefield bądź Assassin’s Creed uczą nas więcej niż szkoła?
Nie od dzisiaj wiadomo, że gry są w stanie przekazywać pokłady wiedzy. Wszystko poprzez zaangażowanie gracza w przedstawione wydarzenia i zachęcenie go do dalszego badania omawianego tematu. Pytanie tylko, czy są w stanie „zastąpić” prawdziwą edukację?

Nigdy nie byłem fanem czytania książek. Mój umysł szybko ulegał rozproszeniu, dlatego daną pozycję odkładałem po zaledwie kilkunastu stronach lektury, prawdopodobnie już nigdy do niej nie wracając. W podobny sposób moja miłość do historii przeminęła z wiatrem - zwłaszcza wtedy, kiedy nauczyciel próbował wbić nam tonę informacji do głowy poprzez przepisywanie niewiele nam mówiących akapitów. Innymi słowy - wielkim fanem "kucia na blachę" raczej nigdy nie byłem.

Swój zasób wiedzy poszerzałem w inny sposób. Kiedy koledzy ze szkolnej ławki tłukli w kolejne odmiany koreańskich MMO, ja wraz ze swoim oddziałem zdobywałem w RTS-ach ważne przyczółki podczas historycznych operacji II Wojny Światowej, czy też podbijałem kolejne regiony Europy za pomocą wiernie odwzorowanych, średniowiecznych jednostek. A potem z wypiekami na twarzy wyszukiwałem wszelkich informacji na temat rozegranej przed chwilą bitwy. Aby poszerzyć perspektywę i wiedzę o tym, czego właśnie "byłem świadkiem".

Gry pozwalają wsiąknąć w wykreowany na bazie autentycznych wydarzeń świat. Świat tak wiarygodny i prawdziwy, że każdy jest w stanie uwierzyć i zobrazować sobie, co konkretnie działo się w danym czasie. O ile filmy najczęściej skupiają się na niewielkim odcinku danego okresu (w celu zaprezentowania spójnej historii perypetii naszego podopiecznego), tak gry wideo są w stanie wrzucać gracza na trzy różne fronty bitewne i prowadzić narrację poprzez opowieści osobnych bohaterów. Wszystko to w sposób koherentny i łatwy w odbiorze.

Dlatego uważam, że niektóre tytuły są w stanie przekazać więcej wiedzy niż niejeden nauczyciel. Wszystko za sprawą swej interaktywności, "bliskości" wydarzeń oraz ich graficznego zaprezentowania. Przy tym nie tylko przekazują informacje, ale też uczą taktycznego myślenia i promują kojarzenie faktów. Idąc tym tropem, naukę historii w grach należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach.

Bez broni na Stalingrad

Ileż to razy braliśmy udział w walkach w Normandii albo zdobywaliśmy ważne miejsca w Berlinie? Druga Wojna Światowa jest tak samo ciekawym, co mocno eksploatowanym w grach wideo okresem historycznym. Co prawda wiele operacji przedstawiano w sposób uproszczony, aby klimat nie przeszkadzał graczowi w walce z przeciwnikiem, zdarzały się jednak i wizualizacje dosadne, szumiące w głowie do końca życia.

Taka sytuacja miała miejsce w czasie misji w Stalingradzie, rozgrywanej w pierwszym Call of Duty. W legendarnego FPS-a grałem jakieś 13 lat temu, a mimo to wydarzenia przedstawione pamiętam mocno i wyraźnie nawet dzisiaj. Na miejscu dostajemy jasny przekaz - każda oznaka tchórzostwa wiąże się z rozstrzelaniem. Po odstaniu w kolejce po broń okazuje się, że tej dla nas zabraknie, dlatego otrzymujemy samą amunicję i dopiero nieco później, zbierając karabin po zastrzelonym koledze, zaczynamy walczyć o wycofanie się hitlerowców w stronę Placu Czerwonego.

Cod1W misji w Stalingradzie z pierwszego Call of Duty wystarczyło odebrać graczowi broń, aby ukazać warunki, w jakich niejednokrotnie prowadzono starcia.

W Medal of Honor: Allied Assault z 2002 roku ani broni, ani amunicji zaś nie brakowało. Operacja Overlord. Płyniemy wraz z innymi żołnierzami na barce w stronę Plaży Omaha. Łodzie się otwierają, a pierwsza linia naszych kompanów zostaje posiekana przez karabiny maszynowe ostrzeliwujące cały obszar z bunkrów. Nasz cel jest prosty - dotrzeć do źródła ostrzału i wyczyścić go z niemieckich oddziałów. Zanim to nastąpi, oglądać będziemy, jak setki żołnierzy bezsilnie próbuje znaleźć schronienie przed niepowstrzymaną siłą Trzeciej Rzeszy. Ginąć będzie i gracz - otrzymując doskonały obraz ukazujący brutalność tej operacji.

W tego typu grach historia ukazywana jest w sposób dosadny. Lądujemy w samym centrum wydarzeń, a nasze heroiczne wyczyny w znacznym stopniu przyczynią się do powodzenia danej misji. Nigdy nie będzie jednak przesadnie kolorowo - po drodze doświadczymy horroru i beznadziejności rozgrywanych bitew. Niektóre produkcje właśnie na aspekcie narracyjnym skupiają się najmocniej, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Co więcej, nie tylko gry oferujące kampanię dla pojedynczego gracza mogą przekazać nam wiedzę na temat przeszłości. W Battlefield 1942 wszystkie mapy nawiązywały do ważnych wydarzeń z tamtego okresu. Braliśmy więc udział w bitwie o Midway, Operacji Market Garden, ale najbardziej zapadło mi w pamięć starcie o Wake Island. Walki toczono zarówno na lądzie, oceanie, jak i w powietrzu - dokładnie tak jak w historycznej bitwie o tę wyspę, w czasie której Japończycy przez kilka tygodni przeprowadzali desant w celu odbicia jej z rąk Amerykanów. Pomimo tego, że w grze szczegółowo o tym nie opowiadano, to będąc zachęcony tematem, sam sięgnąłem po więcej informacji. Wystarczyło spędzić kilka godzin na wirtualnym odpowiedniku wyspy w pierwszym Battlefieldzie.

RomeO wielkich bitwach dawnych czasów najlepiej uczy się wtedy, gdy faktycznie możemy zobaczyć ich skalę.

Przez naukę ku zwycięstwu

Nie tylko aktywny udział w bitwach jako jeden z żołnierzy może przybliżyć nas do prawdy o losach naszego świata, rozwoju nauki i technologii. Możemy przecież wykorzystywać wiedzę do gierek politycznych, manipulowania i negocjowania warunków z wirtualnymi odpowiednikami państw.

Pionierem wśród growych źródeł poznawczych jest oczywiście seria Civilization. Jej rozbudowane drzewko technologiczne to kapitalny nośnik informacji o tym, co było i od czego się to wszystko zaczęło. I tak oto pojawienie się koła wywarło niebagatelny wpływ na powstanie królowej nauk - matematyki. Z kolei dzięki niej zaczęto budować akwedukty, a za dobra zaczęliśmy płacić walutami. Dzięki inżynierii zaczęto zwracać uwagę na istotę fizyki, aż do chemii, która pozwoliła na stworzenie dynamitu, poprzez elektryczność i tak dalej, i tak dalej… W tym wypadku znajomość drzewka technologicznego dawała nam przewagę w całej grze. Należało planować badania w taki sposób, aby stać się lepszą cywilizacją od innych - pod względem ekonomicznym, kulturowym, lub po prostu militarnym. Chcąc, czy nie chcąc, pochłaniamy tę wiedzę i zaczynamy kojarzyć, z którymi okresami historycznymi są związane. Jak widać, naprawdę niewielkim nakładem jesteśmy w stanie dowiedzieć się bardzo wiele.

CivkaNajszybciej pochłaniamy wiedzę, kiedy na bieżąco ją wykorzystujemy w trakcie samej gry, o czym przekonała nas seria Civilization.

Zresztą, wszelkiej maści strategie turowe i RTS-y od zawsze popularyzowały prawdę o dziejach człowieka. Takie serie jak Total War, Kozacy, czy też Hearts of Iron stawały na głowie, aby jak najdokładniej uwidocznić wszystkie szczegóły niegdysiejszych wydarzeń, czy jednostek. Dla każdego fanatyka starych czasów dbałość o szczegóły jest spełnieniem najskrytszych marzeń, ale i nie tylko dla nich. Zdecydowanie przydaje się zaznajomienie z takimi banalnymi sprawami, jak to, że działo stacjonarne okaże się skuteczniejsze przeciw wozom opancerzonym, za to oddział żołnierzy wyposażony w ładunki wybuchowe nie powinien mieć większych problemów z jego unieszkodliwieniem. Poza tym zmuszanie gracza do myślenia i taktycznego poglądu na sytuację daje mu nielichy obraz tego, jak to wyglądało kiedyś. Niezmiernie cieszy mnie więc widok dziesięcioletniego kuzyna podbijającego cały Stary Kontynent w Rome Total War, czerpiąc przy tym mnóstwo informacji o samym Cesarstwie Rzymskim.

Państwa, ludzie, miasta

Pojawienie się miast i ich rozwój zajmuje dość pokaźną ilość miejsca na osi czasu. To one wielokrotnie były źródłem inspiracji dla malarzy, muzyków, stawały się też ważnymi punktami strategicznymi i politycznymi. Niektóre gry traktują te miejsca jak osobnych bohaterów, tak jak w serii Assassin's Creed.

Przez flagowy produkt Ubisoftu przewinęły się najrozmaitsze lokacje z całego świata. Zwiedzaliśmy piętnastowieczny Rzym, Wenecję, jako Arno borykaliśmy się z problemami Paryża z XVIII wieku - krótko mówiąc, zobaczyliśmy kawał świata. Co więcej, miejsca te każdorazowo z pieczołowitą dokładnością odwzorowywały faktyczny ich wygląd z poszczególnych okresów. Dzięki temu zabiegowi możliwe było zobrazowanie sobie wspomnianych miejsc, co przecież znacznie ułatwiało późniejsze przyswajanie informacji i związanych z nimi wydarzeń. W końcu teoretycznie byliśmy w - dajmy na to - stolicy Francji i na własne oczy ujrzeliśmy bunty w czasach Rewolucji Francuskiej, nieprawdaż?

UnityParyż z Assassin's Creed Unity imponował rozmiarami i detalami.

Oczywiście na potrzeby gry tu i ówdzie dodano jakiś daszek, balkonik, a na ścianach umieszczono możliwie dużo szczegółów, aby nasz podopieczny mógł zgrabnie przedostawać się na sam szczyt budynku. Nie zmienia to jednak faktu, że samą strukturę miast i formę najistotniejszych budynków odwzorowano w najdrobniejszych szczegółach. W dodatku "sandboxowość" gry oznacza mnóstwo czasu na zapoznanie się z wszelkimi opisami tych miejsc, stanowiąc przy okazji niezwykle wartościowy element dodany.

Oczywiście flagowy produkt Ubisoftu nie jest w pełni zgodny z prawdziwymi wydarzeniami, kiedy jednak podejmowano się drażliwego tematu, wszystkie elementy realizowano dopiero po długo rozpatrywanych decyzjach. Szczególnie w przypadku Assassin's Creed III, rozgrywanego w czasach amerykańskiej wojny o niepodległość. Temat należał do bardzo delikatnych i jakiekolwiek nagięcie rzeczywistości skutkowałoby nerwami, bojkotami, a w efekcie wieloma niestosownymi słowami rzuconymi w stronę marki. Całe szczęście Ubisoft podołało. Stworzyło świat brutalny i historycznie prawdziwy, wszystko dzięki pozostawionym przez dawne osobistości pamiętnikom, czy też mapom. W żadnym momencie gry elementy fikcyjne nie wychodziły poza granicę dobrego smaku. Dość powiedzieć, że struktura miast w akurat tej odsłonie serii o Asasynach nie sprzyjała swawolnemu skakaniu po budynkach, a wszystko w imię jak najdokładniejszego odwzorowania tychże miejsc.

Co by było, gdyby?

Skoro już jesteśmy przy fikcji, nie urodziła się chyba jeszcze osoba, której nigdy nie zdarzyło się rozmyślać nad alternatywnymi wersjami rzeczywistości i historii. Branża gier wideo widziała do tej pory kilka nieprawdziwych, ale naprawdę interesujących opowieści, mających swój zalążek w faktach. Świetny przykład stanowi Wolfenstein: New Order. Wojnę wygrywa Trzecia Rzesza i spełnia się najczarniejszy scenariusz - zwykli obywatele tyrają jak woły w obozach pracy, a ulice dniami i nocami patrolują wszelakie maszyny, inwigilujące życie każdego obywatela. Pomimo dość szybkiej i intensywnej akcji, gracz zawsze znajduje chwilę na przeczytanie wycinków z gazet przybliżających go do wydarzeń mających wpływ na taki, a nie inny bieg historii. Ba - z racji, iż w świecie ciemiężonym przez armię Hitlera obowiązuje słownictwo niemieckie, to znany przebój "House of The Rising Sun" wybrzmiewa właśnie w tym języku! Te i inne niuanse powodują, że zaczynamy wierzyć w prawdopodobieństwo tak wyglądającego alternatywnego scenariusza.

Co by było, gdyby na cały świat spadły setki bomb atomowych? Na to pytanie odpowiada znana chyba wszystkim seria Fallout: pojawiłyby się zmutowane zwierzęta, choroby popromienne, a ilość wody zdatnej do picia okazałaby się niewystarczająca. Ludzie mieszkają w bunkrach, tudzież blaszanych szałasach poza miastami, tam bowiem grasują bandyci zgarniający wszystkie łupy dla siebie. Co więcej, nadal w gąszczu traw znaleźć można niewypalone bomby, a tylko dostępna niemal wszędzie broń i ostrożność pozwalają na przeżycie.

Gier z wykreowanym na jej potrzeby światem znajdzie się bez liku, jednakże tylko nieliczne z nich na stałe weszły do ogólnej świadomości konsumentów. Wszystko za sprawą rewelacyjnej narracji i "wewnątrzgrowych" źródeł, pozwalających przyjąć wykreowaną nieprawdę za "dobrą monetę".

Gry zamiast podręczników?

Prawdą jest, że najszybciej pochłaniamy informacje, jeśli odbywa się to przy okazji robienia czegoś, co sprawia nam przyjemność. Oczywiście wykonywane czynności muszą być przydatne i mieć sens. Mało tego, wiedza w ten sposób pozyskana towarzyszyć nam będzie przez naprawdę długi czas - w końcu samodzielnie ją zdobyliśmy i czynnie wykorzystujemy, dzięki czemu nasz mózg przywołując miłe wspomnienia związane z daną pozycją, przywoła też inne, pozyskane w trakcie grania informacje. Nie bez powodu jako przykład podałem najlepsze z najlepszych gier tego typu. Im bardziej wciągająca produkcja tym bardziej angażująca, a w efekcie więcej z niej zapamiętujemy.

1942Nawet mocno uproszczona grafika bywa niekiedy lepszym przekaźnikiem wiedzy niż "zwykły" tekst.

Osobiście mam cichą nadzieję, że gdzieś, kiedyś w Polsce, jakiś nauczyciel historii polecił swoim uczniom zagranie w jedną ze wspomnianych gier. Jeśli tak, to mogę się założyć, że ci, którzy grali, wiedzieli o temacie więcej, niż ci od wirtualnej rozrywki stroniący, uznający szkolne podręczniki za jedyne źródło wiedzy. Osobiste zaangażowanie w jakiś temat, zawsze pcha nas do samodzielnych, dalszych poszukiwań. Nawet jeśli te prowadzą do wspomnianych podręczników i książek, wielu z graczy nie sięgnęłoby po nie, gdyby nie to, że wcześniej ograli jakąś produkcję. Od poszerzania horyzontów nikomu jeszcze krzywda się nie stała, a historia wyraźnie zdaje się to potwierdzać.

Mam nadzieję, że tekst Rafała dobrze się Wam czytało (mi z pewnością!), ale na sam koniec jeszcze drobna "wrzutka" z mojej strony. Pierwsze Assassin's Creed, rok 2007, byłem w połowie liceum. Nie dysponowałem wówczas komputerem, który mógłby udźwignąć grę Ubisoftu, a moim jedynym sposobem na obcowanie z Altairem i asasynami była mobilna wersja tytułu oraz… książki. Tak bardzo zafascynowała mnie sama wizja przedstawiona przez Jade Raymond, że w oczekiwaniu na nowy, mocniejszy sprzęt czytałem każde możliwe opracowanie tamtego okresu. W momencie, w którym kilka miesięcy później, mogłem faktycznie zagrać w Assassin's Creed, moja wiedza na temat hassasinów, Alamut i isma'ilitów dodatkowo wzmacniała frajdę, jaką czerpałem z gry. Nigdy wcześniej, ani później nie zdarzyło mi się nic podobnego, ale na liście "tytułów, które mocno zachęciły mnie do nauki" śmiało umieścić mogę jeszcze Age of Mythology - przez różne książkowe mitologie przeleciałem dzięki tej grze przynajmniej kilkukrotnie. (dop. Luc)

O autorze:

Rudi

Rafał Rudnicki

Był mistrzem w organizowaniu swojego czasu... a potem pojawił się Overwatch. Fanatyk e-sportu, gadatliwy optymista.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo ~Dr Użytkownik anonimowy
~Dr :
No photo ~Dr Użytkownik anonimowy
Tekst pełen bzdur. Mieszanie fikcji z rzeczywistością. Nauka poprzez zabawę - poziom przedszkolny. Dzieci i młodzież zostańcie przy książkach.
18 kwi 21:29 | ocena: 50%
Liczba głosów:4
50%
50%
Link do tego komentarza:
ReklamaAutorzyPolityka PrywatnościRegulamin SerwisuCookiesUsługi IT