Recenzja Halo Wars 2. Czy konsole wreszcie dostały swojego StarCrafta 2?

Recenzja Halo Wars 2 - strategia na miarę konsoli
Mówienie o strategiach czasu rzeczywistego na konsoli jest jak mówienie o bijatykach na pececie. Przeważnie, bo okazjonalnie trafiają się perełki. Jak Halo Wars 2.

Pierwsze Halo Wars ukazało się niemal dokładnie osiem lat temu. W czasach, gdy mówiąc o strategiach na konsoli miało się głównie na myśli albo proste turówki, albo udziwnione lub nieporadne porty z peceta. Na szczęście jednak czasy naprawdę kretyńskich prób przenoszenia pecetowych gier sterowanych za pomocą myszki na poletko analogowych konsolowych zabaw mamy daleko za sobą. Do dziś mam traumę z grania w SimCity 2000 na pierwszym PlayStation. Po prostu nie.

Jak się chce, to można - takie hasło zdaje się potwierdzać co najmniej kilka tytułów, które będąc RTS-ami odniosły sukces na konsolowym poletku. Mieliśmy porządnego Władcę Pierścieni, znośne Command & Conquer 3 i udane, chociaż zapomniane Tom Clancy's EndWar. Niemniej jednak czasy konsolowych RTS-ów dzielą się na te sprzed wydania Halo War i te po wydaniu. I chociaż na pierwszy rzut oka produkcja Microsoftu jest za mało strategiczna dla fanów strategii i za mało konsolowa dla posiadaczy konsol, coś w niej przyciągało do telewizora. Po części to sama marka, ale największa w tym zasługa tego, że po prostu w tej grze niemal wszystko ze sobą grało. A jak jest w przypadku sequela?

Halogz2RTS na konsoli! I to dobry!

Sztuczki na padzie

Nie oszukujmy się - samo sterowanie w przypadku tego typu produkcji jest elementem kluczowym, które może decydować o być albo nie być tej produkcji w kolejnych tygodniach. Na szczęście producenci nie postanowili wymyślać koła na nowo i wrócili do systemu znanego z "jedynki" wprowadzając jedynie kilka pomniejszych zmian. I tak jeden oddział zaznaczymy wciskając na nim "A", wszystkie widoczne na ekranie jednostki - wciskając "RB", a wszystkie jednostki w ogóle - wciskając "RB" dwukrotnie. Do tego dochodzi możliwość szybkiego przełączania się pomiędzy jednostkami i budynkami za pomocą krzyżaka.

Oczywiście aby to wszystko jednak sensownie działało, nie może być mowy o skomplikowanych taktykach, koordynowaniu ataków z flanki, czy wielu umiejętnościach specjalnych dla każdej z jednostek. Maksymalnie uproszczono również rozbudowę bazy, która składa się po prostu z modułów, dobudowywanych wokół centralnego budynku. Oba dostępne w grze surowce wydobywają się same (okazjonalnie leżą też na ziemi, ale każda z naszych jednostek może je wtedy podnieść), produkcję armii można zakolejkować, a wszystkie walki odbywają się na zasadzie kamień-papier-nożyce. Na dobrą sprawę większość misji wygrywa się więc zanim w ogóle zacznie się otwartą walkę. Ze względu na płytką warstwę taktyczną, sprowadzoną głównie do "kupą, mości panowie", wystarczy odpowiednia kolejność stawiania budynków, by zagwarantować sobie zwycięstwo. Problem pojawia się wtedy, gdy nie przewidzimy, na jakiego rodzaju jednostki postawi przeciwnik. W kampanii oznaczać to będzie konieczność wczytania stanu gry i zamiany jednych koszar na drugie.

Halogz3Limit jednostek podniesiono z 30 do 80

Na szczęście Creative Assembly nie zarzuciło nas w kampanii wyłącznie misjami typu "zbuduj bazę i jak najwięcej jednostek, po czym rusz na wroga". Znajdziemy tu również zadania eksploatacyjne, czy misje stricte obronne, zbliżające Halo Wars 2 gatunkowo wręcz do Tower Defense. W grze pojawiają się również jednostki bohaterów, których odpowiednie wykorzystanie może przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. I to byłoby w sumie tyle z taktycznej głębi tej produkcji. Za dużo tego nie ma, ale i chyba nikt się na to nie nastawiał.

Wrażenie to pogłębione jest przez samą budowę kampanii. Ta składa się z zaledwie dwunastu misji, z czego na początku jesteśmy niemal prowadzeni za rękę. Gdy tylko poczujemy, że w końcu sami decydujemy o tym, co, gdzie i jak robić... gra się kończy. Fabuły wystarcza tutaj na około 7 godzin. Dla urozmaicenia można ją przejść w kooperacji. 

Halo?

Cokolwiek o Halo Wars 2 by jednak nie mówić, produkcja ta ma jedną niezbywalną zaletę - tytuł. I jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, nie ma co się oszukiwać, że bez niego produkcja Creative Assembly odniosłaby równie wielki sukces, na który Halo Wars 2 jest skazane.

Halogz5Budowanie baz jest dziecinnie proste

Akcja gry przenosi nas aż o 28 lat w przód względem oryginału i jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, które obserwowaliśmy w Halo 5: Guardians, będąc jednocześnie nową historią o członkach załogi statku Spirit of Fire. Ci wybudzają się z krio-snu na Arce i szybko zostają zaatakowani. Nieznający tematu nie muszą się więc obawiać o to, że gdzieś się zgubią fabularnie, bo... i tak się zgubią. Jak i cała reszta. Fabuła opowiadana jest bowiem po łebkach i zwyczajnie eskaluje, nie dając nam kolejnych odpowiedzi "ale dlaczego?". Na dodatek pełna jest patetycznego pustosłowia. Dobrze, że chociaż scenki przerywnikowe niemal nie ustępują jakością tym blizzardowskim.

Najeźdźcy

Najlepsze, jak zawsze, zostawiam na sam koniec. Mowa oczywiście o trybach wieloosobowych, których zabraknąć rzecz jasna nie mogło. Dwa z nich to gatunkowy standard. Mowa o Deathmatchu i Dominacji. W pierwszym zwycięża ostatni na polu bitwy, w drugim ten kto przejmie i utrzyma najwięcej punktów kontrolnych na mapie. Jest też jednak i trzeci tryb, nazwany w polskiej wersji "Bastiony". I nie chodzi tu o jednostki z Overwatcha, a o budowanie baz i jednostek przy nieograniczonej liczbie surowców. Wygrywa ten, kto na końcu kontroluje więcej baz. Wszystkie tryby można rozegrać na ośmiu mapach w układzie 1 na 1, 2 na 2 lub 3 na 3.

Wisienką na torcie jest tu jednak tryb Najazd, który jest szansą Halo Wars 2 na długowieczność. W skrócie jest to połączenie standardowej mechaniki gry z... karcianką. Podobnie, jak chociażby w Hearthstone, czy Gwincie, wybieramy bohaterów i tworzymy talie. Te składają się z dokładnie dwunastu kart. Wśród nich znajdziemy mniej lub bardziej potężne jednostki i umiejętności, jak chociażby teleportacja, która może te jednostki przenieść w oka mgnieniu na drugi koniec mapy.

Halogz1Karciany Najazd to najlepsza część Halo Wars 2

Najazd jest znacznie szybszy, niż standardowa rozgrywka sieciowa i w znacznie większym stopniu opiera się na podejmowaniu odpowiednich decyzji i kontrowaniu zagrań przeciwnika. Mając cztery karty na ręce o różnym surowcowym koszcie ich zagrań musimy na bieżąco dopasowywać naszą taktykę do wydarzeń na polu bitwy.

Bardzo fajną zagrywką ze strony twórców jest rozróżnienie Najazdu w trybie online i offline. W przypadku walki z żywym przeciwnikiem przypomina on formą klasyczną Dominację, natomiast w pojedynku ze Sztuczną Inteligencją naszym zadaniem jest obrona przed kolejnymi falami wrogów.

Problemy są dwa. Po pierwsze - Najazd to na razie tylko jedna mapa. I chociaż karty gwarantują, że żadne dwa pojedynki nie będą takie same, to jakaś odmiana jest tutaj wskazana. Po drugie - mikropłatności. O ile kolejne paczki kart dostaniemy za zwykłą grę, to możemy je również dokupić. Sprawia to, że Halo Wars 2 w trybie Najazdu staje się trochę produkcją pay-to-win, co w przypadku gry, za którą przyjdzie nam zapłacić jakieś 230 złotych jest lekkim nieporozumieniem.

Zwycięska strategia?

Halo Wars 2 to gra, która na swoim poletku nie ma konkurencji. Jest to bez wątpienia najlepsza konsolowa strategia od bardzo dawna. Ale nie jest to najlepsza gra, w jaką na konsoli można zagrać.

Halogz4Gdyby nie Najazd, Halo Wars 2 nie zapadłoby w moją pamięć w ogóle

Taktyczna płytkość, niedługa kampania, okazjonalne problemy z płynnością animacji, czy system mikropłatności w trybie Najazdu dają pole do narzekań. I ponarzekać trochę trzeba. Niemniej, sama zabawa w karciany Najazd daje ogromną frajdę, a kampania dla pojedynczego gracza nie zdąży się znudzić. Jeżeli w najbliższym czasie doczekamy się nowych map w Najeździe i kilku dodatkowych misji fabularnych, to z czystym sercem będę Halo Wars 2 mógł polecić każdemu posiadaczowi Xboksa One i Windowsa 10. Na razie to gra dla fanów strategii, którzy kilka niedociągnięć mogą wybaczyć. Nie jest to kontynuacja Halo, o której marzyli fani, ale kawał solidnej produkcji.

PLUSY:

  • Intuicyjne sterowanie na padzie
  • Świetny tryb Najazdu
  • Oprawa dźwiękowa
  • Zróżnicowane misje
  • Obecnie chyba najlepszy RTS na konsoli...

MINUSY:

  • Krótka kampania
  • Jedna mapa w trybie Najazdu
  • Duże ryzyko rozrostu mechanizmu pay-to-win
  • Brak taktycznej głębi
  • Nic nowego w gatunku

NASZA OCENA:

Recenzja Halo Wars 2. Czy konsole wreszcie dostały swojego StarCrafta 2?

Zobacz w Encyklopedii

  • PC
  • Xbox One

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 0,00

Liczba ocen: 0

Zatwierdź
Ocena Gamezilli:7,0
(czytaj recenzję)

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo ~Znubionek Użytkownik anonimowy
~Znubionek :
No photo ~Znubionek Użytkownik anonimowy
"jest jak mówienie o bijatykach na pececie"
ale pc ma ostatnio najwiecej bijatyk. Killer Instinct wyszlo na xbona i pc, ale nie na ps4. street fighter V wyszlo na na ps4 i pc, ale nie na xbona.
16 lut 17:25 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
100%
0%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~luki Użytkownik anonimowy
~luki
No photo ~luki Użytkownik anonimowy
do ~Misza:
No photo ~Misza Użytkownik anonimowy
17 lut 09:43 użytkownik ~Misza napisał
Autorowi chodziło pewnie o granie w bijatyki na klawiaturze i myszce, co jest rzeczywiście średnie i pad jest dużo, dużo lepszy, a mówię to jako zatwardziały pecetowiec.
Wiec niech autor dorośnie, nie żyjemy w średniowieczu na pc ludzie używają padów, kierownic, joystick, arcade sticków i wielu innych rzeczy z okulusem wlacznie.
17 lut 16:09
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Misza Użytkownik anonimowy
~Misza
No photo ~Misza Użytkownik anonimowy
do ~Znubionek:
No photo ~Znubionek Użytkownik anonimowy
16 lut 17:25 użytkownik ~Znubionek napisał
"jest jak mówienie o bijatykach na pececie"
ale pc ma ostatnio najwiecej bijatyk. Killer Instinct wyszlo na xbona i pc, ale nie na ps4. street fighter V wyszlo na na ps4 i pc, ale nie na xbona.
Autorowi chodziło pewnie o granie w bijatyki na klawiaturze i myszce, co jest rzeczywiście średnie i pad jest dużo, dużo lepszy, a mówię to jako zatwardziały pecetowiec.
17 lut 09:43
Liczba głosów:0
0%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
ReklamaAutorzyPolityka PrywatnościRegulamin SerwisuCookiesUsługi IT