Recenzja Styx: Shards of Darkness. Goblińskie Dishonored

Recenzja Styx: Shards of Darkness. Goblińskie Dishonored
Przy okazji wydanego 2,5 roku temu Master of Shadows, Cyanide ustanowiło swego rodzaju branżowy paradoks. Materiałem na spin-offa powinna być raczej kultowa i nośna, nie zaś boleśnie przeciętna marka. Z przeciętnego materiału źródłowego udało się o dziwo uzyskać tytuł, na którego sequel – Styx: Shards of Darkness, czekałem naprawdę niecierpliwie.

Nie żeby Master of Shadows było grą prawdziwie wybitną... na przyzwoity 15-18 godzin potrzebne do zmęczenia najwyższego poziomu trudności, mniej więcej połowę kampanii fabularnej sprowadzono do nużącego backtrackingu. Kolejne poziomy ograniczały się do przechodzenia, podobnie jak w czwartym Devil May Cry, poznanych wcześniej lokacji tylko "od tyłu". Grę Capcomu ciągnął nieco w górę cały zestaw gameplayowych fajerwerków, które w Styx kończyły zaskakiwać mniej więcej w połowie w rozgrywki. "Zwycięstwo" Cyanide polegało jednak na nawiązaniu do złotej ery skradanek. Takich, do których walkę wrzuca się w zasadzie tylko dla żartu, bo i tak wykrycie zazwyczaj kończy się wczytaniem stanu gry.

Obejrzyj zwiastun Styx: Shards of Darkness

Ciekawie uknuto także fabularną intrygę. Historia na pierwszy rzut oka wręcz prostacka, od pewnego momentu ruszyła w ciekawym kierunku. Jako tytułowy goblin (pragnę w tym miejscu puścić oko do znających oryginał odbiorców) zwiedzaliśmy wieżę Akenash, będącą w istocie wielką obudową, chroniącą niezwykłe drzewo - źródło cennej żywicy. Dlaczego "cennej", przekonywaliśmy się dość szybko, bawiąc się oferowanymi po jej spożyciu supermocami do których zaliczała się np. niewidzialność i tworzenie klonów, skutecznie robiących wrogom "kuku". Warto też nadmienić, że już na płaszczyźnie fabularnej, dla naszego szpetnie klnącego goblina Styksa, żywica jest niczym druga połówka - i to taka, którą z reguły sprawnie operują stali bywalcy sklepów monopolowych. Motyw zabawny i zrealizowany w odpowiedni sposób - nic dziwnego, że chwyciło!

Bluzgi

Naszego goblina spotykamy jakiś czas po finale poprzedniej części. Związek fabularny obu gier jest w zasadzie symboliczny i znajomość pierwowzoru nie jest w żadnym stopniu wymagana. Jedyną rzeczą, o której wcześniej wypadałoby wiedzieć, jest wspomniany już związek emocjonalny głównego bohatera z ową tajemniczą żywicą. Styx dalej marzy o tym, by zostać bogaty i mieć własne laboratorium do produkcji owego specyfiku, toteż szybko daje się przekonać do zlecenia kradzieży tajemniczego berła. Na miejscu okazuje się jednak, że jego właściciel nie jest do końca tą osobą, którą goblin pragnąłby okraść. W tle rozgrywa się intryga, której rozwiązanie będzie wymagało od nas odwiedzenia elfiej twierdzy Korangar.

1Nowy Styx bywa skradanką naprawdę wysokich lotów.

Scenariusz nie robi już takiego wrażenia jak w pierwowzorze, bo też jedynym powodem, dla którego Master of Shadows odrobinę zaskakiwało fabularnie, był główny bohater. To dalej teatr jednego aktora - nieustannie klnącego, złośliwego i wątłego fizycznie goblina, uzależnionego od magicznych psychotropów. Ponownie sympatycznego, ale już jednak znajomego na wylot. Cyanide zresztą też nie traktuje jedynej dobrze wykreowanej postaci w swojej grze do końca całkiem poważnie. Kiedy spada w przepaść, wykieruje do nas złośliwe "F*CK YOU", a na ekranach ładowania zasypuje nas tekstami w stylu "oj, nie chodziło się na fizykę... poczytaj sobie co to grawitacja" czy "wiesz, że w tej grze nie ma osiągnięcie za trzymanie pada stopami?". Chwilami ciężko się nie uśmiechnąć.

Jakże tak? Znów to samo?

Rozgrywka w Shards of Darkness jest... jakby się tu dyplomatycznie wyrazić... dość konserwatywna. To ponownie skradanka w naprawdę starym stylu, która pomimo obecności związanego z walką drzewka talentów (zdolności odblokowujemy w kryjówce po każdej misji) wciąż wymaga krycia się w cieniu. W momencie wykrycia bohatera mamy co prawda szansę przy pomocy QTE wykończyć stojącego w pobliżu wroga który nas wykrył - ale jeżeli jest ich więcej, to typowo bokserska kultura (jeden atakuje, reszta kibicuje) tutaj nie obowiązuje.

2Oprawa graficzna Shards of Darkness na pierwszy rzut oka może się podobać, ale lepiej nie oglądać niczego z bliska.

W temacie dostępnych gadżetów, względem pierwowzoru obyło się bez zmian. Znów zaprzyjaźnimy się z kulkami z piachu pozwalającymi gasić pochodnie z daleka, kwasem rozpuścimy leżące na widoku martwe ciała, a pustą flaszką skłonimy przeciwnika do opuszczenia na chwilę zajmowanego właśnie posterunku. Powraca także w glorii i chwale możliwość sklonowania się celem podręczenia strażnika czy rozwiązania prostej zagadki logicznej. Nie ma tu jednak wielu nowości, nad czym szczerze ubolewam.

Morze bluzgów

Poziom trudności zabawy znów wybija zęby, co osobiście przyjąłem z radością. Wciąż jednak im wyższy wybrany stopień, tym więcej tu niestety znanych z pierwowzoru nieczystych sztuczek, polegających wyłącznie na duplikowaniu strażników i tworzeniu przesadnie wymagających ścieżek zdrowia. Prawdziwym apogeum, podobnie jak w Master of Shadows jest stopień najwyższy. Często zaliczenie kolejnych segmentów wymaga tu nie tyle skradankowego obycia, co ogromnych pokładów szczęścia - by za dziesiątą próbą szczęśliwie wskoczyć do kryjówki dosłownie ułamek sekundy przed napełnieniem się wskaźnika wykrycia.

3Ktoś stojący poniżej będzie zaraz mieć goblina na głowie.

Shards of Darkness dużo prostsze nie jest, pomimo doświadczenia z pierwowzorem szybko obniżyłem więc nieco poziom trudności, żeby w dniu zejścia embarga naczelni nie zwrócili się do mnie ze zwiastującym kłopoty pytaniem "gdzie jest tekst?". I wiecie co? Lecące podczas grania w stronę monitora wyzwiska wciąż nie nadają się, by je tu cytować.

Jeżeli chodzi o przeciwników, zaszły drobne przetasowania (celowo unikam tu słowa zmiany). Polegają one na tym, że zmalała wyraźnie upierdliwość elfów, które pod koniec pierwowzoru wywoływały wręcz bezsilność, gdy wyczuwały naszą obecność praktycznie w każdym możliwym położeniu.

Teraz nie różnią się tak naprawdę niczym od ludzi, być może poza matematyką z gatunku "nieco szybsze namierzanie gracza wzrokiem". Nowym obiektem nienawiści stały się za to krasnoludy, do których po prostu nie należy się zbliżać - chyba, że szybko i w momencie, kiedy brodacz oddaje właśnie mocz nad przepaścią. Cwaniaki szybko wykrywają nas przy pomocy węchu i kasują jednym celnym ciosem. Wciąż druga część kampanii obfituje w zakutych w pancerz przeciwników, których nie można zabić w konwencjonalny sposób - część z nich czasami lubi się jednak podczas patrolu napić czy zjeść jabłko. Ponownie trzeba odczekać swoje w ukryciu i dosłownie napluć im do przysłowiowej zupy. Zalegająca w żołądku Styxa "ambrozja" powoduje ich szybkie pożegnanie się ze światem.

4Rycerzy w ciężkim pancerzu nie wykończymy konwencjonalną bronią, ale nic straconego - zbiornik z wodą stanowi śmiertelną pułapkę.

Znów trochę monotonnie

W temacie lokacji - jest naprawdę nieźle, ale druga część gry znów traci nieco animuszu. Wielu graczy narzekało na bardzo powolne zmiany w krajobrazie, które zniechęcały do kontynuowania zabawy. Shards of Darkness zaczyna się z wysokiego pułapu - kolejne lokacje zmieniają się jak w kalejdoskopie: tutaj umieszczone na wysokich palach miasto, tam fruwający okręt, za parę chwil trafiamy do elfiej twierdzy.

Z biegiem czasu powraca jednak do łask znany z pierwowzoru backtracking. Problem polega z nim na tym, że rewizytę składamy niekoniecznie w najciekawszych lokacjach. Zmiany na lepsze też jednak są - to co już znane do ostatnich chwil przeplata się z nowymi/mocno pozmienianymi na skutek fabuły miejscówkami. Po drugie - występujące ponownie plansze powracają w nieco zmienionej kolejności, co zwalcza uczucie przechodzenia tej samej gry od tyłu. Wprawdzie pomaga to nieznacznie, ale w podobnej sytuacji każdą modyfikację tego typu należy postrzegać pozytywnie.

Unreal 3/4

Poza obietnicą urozmaicenia formuły, obiecano też poprawić przy pomocy Unreal Engine 4 szpetną oprawę pierwowzoru. Wymagania sprzętowe nieco więc wzrosły, ale wciąż jest nieźle - na GeForce GTX 970 zanotowałem w ustawieniach ultra wyłącznie drobne, nieutrudniające zabawy spadki do 50 fps. Szkoda jednak, że poza przerywnikami filmowymi, różnicę w jakości niespecjalnie widać. Druga część Styksa dalej wygląda jak tytuł sprzed dobrych kilku lat, pomijając może robiący ogromne wrażenie rozmiar lokacji.

5Czasami Shards of Darkness zaskoczy nas małą łamigłówką logiczną.

Trochę jednak szalbierstwo

Przez 13 godzin, jakie zajęło mi skończenie kampanii fabularnej bawiłem się zatem znów całkiem przyjemnie, tyle że cały czas towarzyszyło mi poczucie grania jedynie w jakiś większy dodatek. Oczywiście wielkich zmian i wymyślania koła na nowo nie oczekiwałem, rozczarowujące jest jednak to, że nie zadano sobie trudu wyeliminowania typowych dla oryginału problemów. Dlaczego nie dodano klawisza ułatwiającego zrzucanie ciał w przepaść i dalej polega ono na przesuwaniu naszego goblina o parę pikseli nad urwisko i modleniu się, by gra policzyła upadek tylko przeciwnikowi!? Dlaczego przez 2,5 roku nie naprawiono naprawdę beznadziejnego bujania się na linie - wciąż niezwykle trudno huśtać się choćby na boki, co w paru sekwencjach jest wymagane! Dlaczego przeciwnikom dalej zdarza się na trwałe zablokować na teksturach, nieraz w takim miejscu, że przejście planszy bez wywołania alarmu staje się niemożliwe!?

Kontynuacja Styksa miała przed sobą zadanie dużo trudniejsze od pierwowzoru. Wystartowała na rynku nie jako nieoczekiwany przez nikogo indyk wyceniony w dniu premiery na 50 złotych. Zarówno obietnice twórców jak i o 100 zł wyższa cena dawały nam nadzieję na produkt bliższy segmentowi premium. Z tego względu przykro mi było patrzeć na to, jak nikt nawet palcem nie kiwnął, by wyeliminować choćby stare babole. Jeżeli odbiliście się od pierwowzoru, nie macie tu czego szukać - jeżeli podobnie jak ja czujecie do niego sentyment, warto poczekać na bardziej adekwatną cenę.

O autorze:

Kempski

Krzysztof Kempski

Fan wszelkiej maści skradanek i survival horrorów. W grach szuka dobrej zabawy, niekoniecznie zaś głębokiego przesłania - od tego są książki .

 

PLUSY:

  • Świetna pierwsza połowa kampanii
  • Styx znów kradnie przedstawienie
  • Momentami obłędnie trudna
  • Robiący wrażenie rozmiar map

MINUSY:

  • Wygląda jak dodatek do pierwowzoru
  • Wciąż te same babole
  • Wydłużona backtrackingiem końcówka
  • Rozczarowująca jak na UE4 grafika

NASZA OCENA:

Recenzja Styx: Shards of Darkness. Goblińskie Dishonored

Zobacz w Encyklopedii

  • PC
  • PS4
  • Xbox One

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 8,07

Liczba ocen: 7

Zatwierdź

Czytaj także:

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo ~palipokrzyw Użytkownik anonimowy
~palipokrzyw :
No photo ~palipokrzyw Użytkownik anonimowy
ja nie wiem czy gamezilla jest za ostra w swoich recenzjach czy ta gra to totalny średniak, i co do samego autora recenzji jakie teraz książki dają głębsze przesłanie? Interesują mnie w szczególności pozycje z 3 ostatnich lat
15 mar 16:06 | ocena: 50%
Liczba głosów:2
50%
50%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~kk Użytkownik anonimowy
~kk
No photo ~kk Użytkownik anonimowy
do ~palipokrzyw:
No photo ~palipokrzyw Użytkownik anonimowy
15 mar 16:06 użytkownik ~palipokrzyw napisał
ja nie wiem czy gamezilla jest za ostra w swoich recenzjach czy ta gra to totalny średniak, i co do samego autora recenzji jakie teraz książki dają głębsze przesłanie? Interesują mnie w szczególności pozycje z 3 ostatnich lat
Nie zrozumiałeś idei ramki :). Ma ona wskazywać na gust autora i pomóc czytelnikowi z weryfikacją oceny. Spoglądasz, czytasz i zaczynasz się namyślać "czy szukamy w grach tego samego". Z mojej ramki płynie prosta informacja. W grach interesuje mnie przede wszystkim to, czy rozgrywka jest dobrze zrobiona, czy ma głębię i czy wciąga. Wyższą ocenę dostanie ode mnie świetna gameplayowo gra (choćby opowiadała o kompletnych bzdurach), niż tytuł totalnie niegrywalny, ale ambitny fabularnie (choć oczywiście nie mam nic przeciwko połączeniu świetna historia i świetna fabuła). A przy okazji możesz z tej ramki też wywnioskować, że jak widzisz w gronie kilku minusów "marna fabuła" to ten konkretny minus zapewne nie jest najważniejszą przyczyną obniżenia oceny :).

Co do książek to wybacz, nie jestem w stanie wymienić żadnej z głębszym przesłaniem z ostatnich trzech lat. Nawet powiedziałbym więcej - nie jestem w stanie wymienić żadnej książki wydanej w ciągu ostatnich trzech lat, którą przeczytałem. Nie jestem jednak recenzentem książek, więc nie czuję sie w obowiązku być z branżą wydawniczą na bieżąco. Stwierdzenie "od tego są książki" jest też oczywiście subiektywne, ale tak brzydko brzmi jak się w każdym zdaniu wrzuca określenie "dla mnie'. To przecież oczywiste, że piszę w swoim imieniu :). Pozdrówka!
15 mar 19:50
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~KES Użytkownik anonimowy
~KES :
No photo ~KES Użytkownik anonimowy
W sumie zgadzam się z recenzją. Myślałem, że gra doczeka się wielu usprawnień i będzie czymś w rodzaju wersji 2.0 a wyszedł taki Styx w wersji 1.1. Szkoda.
15 mar 13:11 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
ReklamaAutorzyPolityka PrywatnościRegulamin SerwisuCookiesUsługi IT