Graliśmy już w Mass Effect: Andromeda. Pierwszy kontakt z obcą cywilizacją wydaje się znajomy

Graliśmy już w Mass Effect: Andromeda. Pierwszy kontakt z obcą cywilizacją wydaje się znajomy
Odległa Andromeda jest zaskakująco blisko klasycznej trylogii, a BioWare chyba wyciągnęło wnioski z Inkwizycji. Cztery godziny w odległej galaktyce okazały się bardzo obiecujące.

Tekst nie zawiera spojlerów! W trosce o Waszą frajdę z odkrywania galaktyki, opisując wrażenia z gry i spostrzeżenia na jej temat postanowiłem pominąć wszelkie szczegóły dotyczące fabuły nie tylko zadań głównych, ale i pobocznych, jak również detale relacji z towarzyszami. Czytajcie śmiało! No chyba, że nie graliście jeszcze w żadną część, wtedy uważajcie - kilka wzmianek o poprzednich historiach w tekście się jednak znajduje.

Krok w znane nieznane

"Mass Effect zawsze był space operą i nadszedł czas, żeby znów wyruszyć w kosmos" - przemawiał do mnie z ekranu Fabrice Condominas, jeden z producentów Andromedy. Chwilę później byłem już na pokładzie Arki Hyperion w skórze Scotta Rydera, gotów na pierwszy kontakt z grą, która ma być największą kosmiczną przygodą od czasów pewnego (pewnej) komandora. Oprócz życzeniowego myślenia fanatyka trylogii, mam w głowie dwa kluczowe pytania: czy Andromeda obroni się jako osobna historia oraz czy uda się jej uniknąć łatki "Inkwizycji w kosmosie". Sprawdzam.

BioWare z pewnością wciąż potrafi tworzyć efektowne, ale wywołujące drżenie palców na padzie sekwencje filmowe. Pamiętacie mianowanie Sheparda Widmem, końcówkę samobójczej misji w "dwójce" albo trailer "Take Earth Back"? Ucieszę Was, że sekwencja przylotu grupy Pioniera na Habitat 7 (jeśli ktoś nie boi się spoilerów, może ją obejrzeć w całości), "planetę obiecaną", to dokładnie ten sam klimat. Jeśli Was nie ruszy to znak, że przez ostatnie pięć lat zamieniliście się w elkorów. Szczery zawód.

1Nikt nie powiedział, że odkrywanie nowych planet to chodzenie po czerwonym dywanie.

Gdy mój Scott wreszcie zleciał z hukiem na powierzchnię planety, mogłem po raz pierwszy sprawdzić, jak wygląda jeden z najważniejszych aspektów gry - eksploracja. Z grubsza przypomina ona zejścia planetarne w pierwszym Mass Effekcie, tyle że w znacznie większej skali. Przestrzenie w Andromedzie są bez wątpienia ogromne, znaczników (mających jednak formę bliższą wiedźmińskim "punktom zainteresowań") też jest tu sporo. Po lądowaniu spędziłem kilkadziesiąt dobrych minut chodząc w kółko i podziwiając widoki. Wszystko dookoła było na swój sposób znajome, ale jednocześnie... obce; bez trudu da się wczuć w klimat pionierskiej wyprawy w nieznane.

Poszukiwacze przygód zamiast Legionu Samobójców

Condominas z lubością podkreślał zresztą fakt, że w Andromedzie to MY jesteśmy kosmitami. Oglądając poprzednie zapowiedzi obawiałem się jednak, że wątek ten zostanie sprowadzony w dużej mierze do strzelania, a cała ta przemoc nie będzie miała zapięcia w fabule. Wiecie, to ta sytuacja w której mówimy o "szukaniu nowego domu dla ludzkości", a zamiast dyplomacji bierzemy w łapy karabiny. Na szczęście już pierwsze minuty gry pokażą, o co chodzi i dlaczego zamiast po prezenty, Ziemianie muszą na przywitanie sięgać po broń. Nie będę rzucać niepotrzebnymi spojlerami (w końcu obiecałem!), powiem więc jedynie, że będą to sekwencje realistyczne, mocne i dające motywację do dalszego grania.

2Kettowie nie są mili, ale może mają ku temu jakieś powody?

I tu dochodzę do odpowiedzi na pierwsze pytanie. Biorąc pod uwagę to, co widziałem podczas pokazu, fabuła nowego Mass Effekta ma naprawdę duży potencjał. Odejście od shepardowego patosu, nadaje ratowaniu galaktyki zupełnie innego klimatu; nasza nowa drużyna nie jest kosmicznym Legionem Samobójców, brygadą zebranych naprędce straceńców. To ochotnicy szukający wielkiej przygody, dzieci wychowane na vidach o Indianie Jonesie, Larze Croft czy innym Nathanie Drake'u. I standardowo dla gier BioWare, z członkami naszej załogi będziemy mogli nawiązywać więzi w stopniu niespotykanym w innych grach.

Dotyczy to nie tylko drużyny Rydera, ale i zwykłych członków załogi. Na Tempeście spotkamy całe grono nawet nie drugo-, a trzecioplanowych postaci, które będą miały ważne role do odegrania. I będą to role obszerne, nie sprowadzające się do kilku powtarzających się w koło linijek tekstu. Sposób prowadzenia dialogów w grze bardzo mnie zaskoczył - i to na plus! Bohaterowie lubią się rozgadywać; zdarzało mi się zagadnąć o konkretną rzecz, by następnie odpłynąć w trwające dobrych kilka minut dygresje. Owszem, znajome problemy z jakością animacji postaci widać najmocniej w scenkach dialogowych. Nie jest to jednak coś, z czym nie da się żyć.

3Ciekawostka: jeśli zmienicie wygląd rodzeństwa, rysy twarzy Rydera seniora dostosują się.

Andromeda będzie mieć duszę odkrywcy

Odpoczywając na pokładzie Tempesta doszedłem do wniosku, że gram w nowego Mass Effekta dokładnie tak, jak w pierwszego. To intensywne fragmenty rozgrywki, gdy schodzimy na planetę i mamy do wykonania zadanie, a pomiędzy nimi chillout w gronie przyjaciół. W odróżnieniu od wiecznie nabuzowanej, wojskowej Normandii, w Tempeście jest coś uspokajającego. Niektóre z pomieszczeń wyglądają bardziej jak pokład kosmicznego jachtu, niż statku badawczego. Nie musimy nigdzie jeździć windą, więc wnętrze okrętu sprawia wrażenie większego nawet od SR-2. To jednak tylko pozory. Okręt Pioniera to zwarta konstrukcja, co też wpływa na wrażenie "przytulności".

W przekonaniu, że Andromeda ma "duszę" kosmicznego odkrywcy, utwierdziła mnie wizyta na Kadarze. Na początek dostałem dość spore, zbliżone klimatem do Mos Eisley miasto, gdzie miałem do wykonania misję fabularną. Zwiedzając je, trafiałem na zadania poboczne i sytuacje, w których Ryder mógł zareagować bądź nie, np. grupę miejscowych policjantów okładających kosmicznych uchodźców. Choć raczej nie będzie to symulacja świata na poziomie wiedźmińskim, to właśnie takich rzeczy bardzo brakowało mi w Inkwizycji, która tematu miast nie potrafiła ugryźć w ogóle.

4Liam jest trochę jak młodsza wersja Jacoba Taylora - idealistyczny, lubiący działanie optymista.

Opuszczając dużego "huba", trafiałem płynnie na planetę. Odległości mogą początkowo przytłoczyć, ale dzięki Nomadowi pokonywanie nawet bardzo dużych dystansów nie będzie stanowić problemu. Jadąc w stronę celu misji mijałem "punkty zainteresowań": jaskinie, obce instalacje, obozy bandytów, ale i mniejsze siedliska ludzi lub kosmitów. W wiosce mogłem się zatrzymać, uzupełnić zasoby, porozmawiać z mieszkańcami, a nawet znaleźć sobie coś ekstra do zrobienia. Zadania poboczne, na które trafiałem, nie były może przesadnie odkrywcze i zaskakujące, ale z drugiej strony nie dostałem ani jednego zlecenia na zebranie 20 skór varrenów albo przyniesienie pięciu łodyg kosmicznej trawy. A to akurat mocno się chwali.

Stare rozwiązania wciąż działają

Gdyby rozłożyć na czynniki pierwsze strukturę ogranych przeze mnie głównych zadań, byłaby ona w bardzo podobna do części drugiej. Rozmawiałem, przemierzałem fragment lokacji, strzelałem lub rozwiązywałem prostą zagadkę - i tak aż do fabularnego zwieńczenia. Mimo zwykle całkowitej swobody, wzorem klasycznych Mass Effektów, Andromeda w kluczowych momentach nie bała się reżyserować moich ruchów, stawiając gdzieś niewidzialną ścianę albo wąwóz. I wciąż sprawdzało się to nieźle, jednak najbardziej zaskoczony byłem tym, jak rewelacyjnie mi się w tej grze… strzelało. Jako rdzenny pecetowiec mam dwie lewe ręce do celowania na padzie, tymczasem tu odnalazłem się bez żadnego trudu, a kontrolowanie odrzutu było istnym miodem. Palce lizać!

5OK, może włosy w kosmosie przetłuszczają się szybciej, ale przyznajcie - Sara wygląda zupełnie nieźle.

Czuję napięcie przed podróżą

Z ogromu Andromedy zdałem sobie w pełni sprawę dopiero, gdy czas prezentacji dobiegł końca. Jest całe mnóstwo rzeczy, które ledwie liznąłem, ot choćby crafting czy rozwój postaci. Zobaczyłem zaledwie dwie planety spośród wszystkich możliwych do odwiedzenia (ile ich będzie - wciąż nie wiadomo. Mówi się o setce, ale nie na każdej da się wylądować). Nie miałem też czasu zagłębić się w opowieść tak, jak bym tego chciał. Są oczywiście rzeczy, o które będę się martwić aż do premiery. Trudno przewidzieć "zużywalność" mechaniki odkrywania sekretów opartą na skanowaniu otoczenia albo powtarzalność misji pobocznych. Napotkałem też przesłanki każące się zastanawiać, czy środkowa część historii nie będzie przesadnie wydłużona względem prologu i zakończenia...

Najważniejsze jest jednak to, że grając w Mass Effect: Andromeda zobaczyłem w nim potencjał. Może nie na zostanie Grą Roku (ta kategoria jest już szalenie mocno obstawiona, a mamy przecież dopiero pierwszy kwartał! ), ale na bycie godnym następcą trylogii i po prostu dobrym, angażującym RPG - jak najbardziej! Trzymam kciuki, żeby tak właśnie się stało. I z niecierpliwością czekam na 23. marca, czując narastające napięcie przed coraz bliższą podróżą do odległej galaktyki.

Zobacz w Encyklopedii

  • PC
  • Xbox One
  • PS4

Podziel się swoją oceną na Facebooku!

Podziel się

OCEŃ GRĘ

Średnia ocen: 5,75

Liczba ocen: 184

Zatwierdź
Ocena Gamezilli:6,5
(czytaj recenzję)

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo ~123dd Użytkownik anonimowy
~123dd :
No photo ~123dd Użytkownik anonimowy
Gdzie można tą sekwencję przylotu na Habitat 7 oglądnąć?
8 mar 09:33 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~1qweqwq Użytkownik anonimowy
~1qweqwq :
No photo ~1qweqwq Użytkownik anonimowy
Jaki jest najsilniejszy kandydat do gry roku?
8 mar 09:37 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~khamul Użytkownik anonimowy
~khamul
No photo ~khamul Użytkownik anonimowy
do ~123dd:
No photo ~123dd Użytkownik anonimowy
8 mar 09:33 użytkownik ~123dd napisał
Gdzie można tą sekwencję przylotu na Habitat 7 oglądnąć?
yutube, poszukaj pierwszych 13 minut gry
8 mar 15:30 | ocena: 50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Jaxk Użytkownik anonimowy
~Jaxk :
No photo ~Jaxk Użytkownik anonimowy
Cena za tę grę na PC jest śmieszna.
8 mar 17:07 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Nintendo Użytkownik anonimowy
~Nintendo
No photo ~Nintendo Użytkownik anonimowy
do ~1qweqwq:
No photo ~1qweqwq Użytkownik anonimowy
8 mar 09:37 użytkownik ~1qweqwq napisał
Jaki jest najsilniejszy kandydat do gry roku?
Zelda: Breath of the Wild ze swoją średnią ocen 98/100 na Metacritic po 82 recenzjach !!!!!!!!! ;)
Chyba nie wydaje się komuś aby Mass Effect przebił ten wynik :D
8 mar 13:44 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
ReklamaAutorzyPolityka PrywatnościRegulamin SerwisuCookiesUsługi IT